Löwitův mlýn nosi taką nazwę dopiero od stu lat z hakiem, wcześniej był to po prostu Velký mlýn czyli Wielki Młyn. To zabytek, który od czasu wielkiej powodzi w 2002 roku niszczeje.
Przechodziłam koło niego, gdy parłam na piwo do Budyho :)
A dziś sobie o tym przypomniałam, gdy przeczytałam na FB pytanie, czy w ramach wycieczki po Hrabalowskiej Libni (na którą się zapisałam na najbliższą sobotę) zajrzymy do środka. Otóż nie zajrzymy, ale kto wie, czy coś się wreszcie nie ruszy w tych zastałych wodach, bo powstała inicjatywa, żeby przeznaczyć ten obiekt na cele kulturalne.
Mapki, oczywiście.
Czerwone kółeczko.
Adres młyna to ul. U Českých loděnic 40. Wysiadamy z tramwaju na przystanku Divadlo Pod Palmovkou albo z metra na Palmovce i podchodzimy w górę do Elsnicovo náměstí, a stamtąd w lewo. Tak samo, jak szliśmy do libeńskiego zamku.
Ta jednopiętrowa budowla została wzniesiona przez gminę staromiejską około połowy XVIII wieku. Ale to była właściwie odbudowa, bo pierwsze wzmianki o Wielkim Młynie pochodzą z 1530 roku, a w latach 40-tych XVIII wieku młyn został zniszczony podczas wojny o sukcesję austriacką. W 1872 roku w związku z regulacją Wełtawy młynówka okalająca Libeń wyschła, więc kolejny właściciel - ten, od którego pochodzi dzisiejsza nazwa czyli Jáchym Löwit, żydowski piekarz - przebudował młyn na piekarnię.
W ręce gminy praskiej młyn wrócił w 1906 roku, różnie się potem działo, a to urządzono skład ziemniaków, a to ambitniej - skład rekwizytów i dekoracji teatru Pod Palmovkou. Ale - po aksamitnej rewolucji, w 2001 roku, dzielnica Praga 8 kompletnie odrestaurowała budynek, zaczęto tam jakąś działalność kulturalną, festiwal młodych teatrów Levitace, wystawy - i nagle TRACH, przyszedł sierpień 2002 roku, przyszła powódź. Woda zalała budynek aż po dach i praktycznie zniszczyła wszystko to, co wcześniej tak pieczołowicie odnowiono.
A na fejsbuniu powstała grupa Löwitův mlýn - bude otevřeno?
Dopisek
W programie Z metropole z 28 września 2019 roku był reportaż na temat młyna. Do obejrzenia pod tym linkiem.
Akademie výtvarných umění czyli Akademia Sztuk Pięknych
Za tydzień o tej porze będę już sobie dreptać po Pradze, co mnie oczywiście niesamowicie kręci - i nawet już wiem, gdzie tak będę dreptać: na Nusle odebrać ksiażki zamówione w antykwariacie online w ilości sztuk 15 :) Ma mnie to powstrzymać przed dalszymi nabytkami, ale wiem, że nie powstrzyma.
Tymczasem jednak szykuję się powolutku do wyjazdu, dopisuję jeszcze kolejne destynacje do zeszytu, a trochę się biję po głowie, bo pół roku temu zaproponowałam jednej znajomej, że może jechać ze mną (zauważcie, nie wspólny wyjazd, bo ja niczego nie chcę robić wspólnie, ja jestem Gosia-samosia, możemy razem mieszkać i razem jechać i to tyle, a ta znajoma zdaje się nie do końca to rozumieć, choć wyłuszczyłam rzecz dokładnie i nawet na piśmie), więc trochę się boję, żebym nie miałam schrzanionego wyjazdu :)
No ale w ostateczności wrócimy pokłócone, bo sobie na głowę wejść przecież nie dam. I żadnych takich w przyszłości!
A na razie wracam jeszcze do majowej niedzieli i do Festiwalu Open House 2019.
Od wieży ciśnień na Letnie były dwa kroki do Akademie výtvarných umění czyli Akademii Sztuk Pięknych, w ul. U akademie 172/4.
Najbliższy przystanek tramwajowy to Letenské náměstí. I do góry.
Na stronie Festiwalu można przeczytać parę zdań, ale nieco więcej znajdziemy na Wikipedii.
O budynku szkoły dowiadujemy się tam, że projekt pochodzi z lat 1897-1903, jego autorem był Václav Roštlapil, a styl nazywany bywa secesyjnym barokiem.
Akademia jest nastarszą artystyczną uczelnią w Czechach, bo została założona (przez Franciszka Józefa I) już w 1799 roku. Gdzieś tam się gnieździła po różnych szkołach, ale Josef Hlávka, architekt i przedsiębiorca budowlany poświęcił kawał życia na bój o uzyskanie siedziby.
Wśród absolwentów uczelni spotkamy oczywiście najwybitniejsze nazwiska czeskiego świata sztuki, do listy odsyłam na wspomnianą stronę na Wiki, u dołu.
A że w życiu wszystko wiąże się ze wszystkim, to na przykład wśród tych nazwisk znajdziemy i architektkę Evę Jiřičná, na której wystawę w DOX-ie się właśnie wybieram. I oprowadzanie po tej wystawie w niedzielę 11-go sierpnia walczy u mnie właśnie z wycieczką z przewodnikiem po osiedlu Ořechovka, gdzie co prawda byłam, ale sama, a tu oprowadzi przewodnik (wycieczka o 14.00, wystawa o 16.00, nie zdążę, co robić, na co się decydować)
A' propos oprowadzania. W ramach Open House było też oprowadzanie po budynku Akademii, ale trzeba było na nie poczekać godzinę, a ja jeszcze chciałam zdążyć do innych miejsc, więc zrezygnowałam. Oprowadziłam się sama jedynie po parterze budynku, bo tam można było chodzić luzem. Zajrzałam do kilku pracowni rzeźbiarskich (jedna adeptka tej sztuki upewniła się, że jej nie fotografuję - no jakże bym śmiała).
A na końcu korytarza znalazłam wejście do biblioteki, która jest prawdziwym cackiem. Otóż całe jej wyposażenie zaprojektował slynny architekt (a również i swego czasu rektor Akademii) Jan Kotěra i ono się zachowało do dziś. Zapraszam więc na przechadzkę :)
System odkurzania ksiąg na archiwalnym zdjęciu wiszących na ścianie :) Ech, gdyby tak do mnie przyszła ekipa i odkurzyła księgozbiór!
A pobliskie ulice mają nazwy adekwatne do sąsiedztwa: Rzeźbiarska, Malarska, Artystyczna, Kamieniarska (jeśli to dobrze tlumaczę?)...
Strona Akademii.
Tymczasem jednak szykuję się powolutku do wyjazdu, dopisuję jeszcze kolejne destynacje do zeszytu, a trochę się biję po głowie, bo pół roku temu zaproponowałam jednej znajomej, że może jechać ze mną (zauważcie, nie wspólny wyjazd, bo ja niczego nie chcę robić wspólnie, ja jestem Gosia-samosia, możemy razem mieszkać i razem jechać i to tyle, a ta znajoma zdaje się nie do końca to rozumieć, choć wyłuszczyłam rzecz dokładnie i nawet na piśmie), więc trochę się boję, żebym nie miałam schrzanionego wyjazdu :)
No ale w ostateczności wrócimy pokłócone, bo sobie na głowę wejść przecież nie dam. I żadnych takich w przyszłości!
A na razie wracam jeszcze do majowej niedzieli i do Festiwalu Open House 2019.
Od wieży ciśnień na Letnie były dwa kroki do Akademie výtvarných umění czyli Akademii Sztuk Pięknych, w ul. U akademie 172/4.
Najbliższy przystanek tramwajowy to Letenské náměstí. I do góry.
Na stronie Festiwalu można przeczytać parę zdań, ale nieco więcej znajdziemy na Wikipedii.
O budynku szkoły dowiadujemy się tam, że projekt pochodzi z lat 1897-1903, jego autorem był Václav Roštlapil, a styl nazywany bywa secesyjnym barokiem.
Akademia jest nastarszą artystyczną uczelnią w Czechach, bo została założona (przez Franciszka Józefa I) już w 1799 roku. Gdzieś tam się gnieździła po różnych szkołach, ale Josef Hlávka, architekt i przedsiębiorca budowlany poświęcił kawał życia na bój o uzyskanie siedziby.
Wśród absolwentów uczelni spotkamy oczywiście najwybitniejsze nazwiska czeskiego świata sztuki, do listy odsyłam na wspomnianą stronę na Wiki, u dołu.
A że w życiu wszystko wiąże się ze wszystkim, to na przykład wśród tych nazwisk znajdziemy i architektkę Evę Jiřičná, na której wystawę w DOX-ie się właśnie wybieram. I oprowadzanie po tej wystawie w niedzielę 11-go sierpnia walczy u mnie właśnie z wycieczką z przewodnikiem po osiedlu Ořechovka, gdzie co prawda byłam, ale sama, a tu oprowadzi przewodnik (wycieczka o 14.00, wystawa o 16.00, nie zdążę, co robić, na co się decydować)
A' propos oprowadzania. W ramach Open House było też oprowadzanie po budynku Akademii, ale trzeba było na nie poczekać godzinę, a ja jeszcze chciałam zdążyć do innych miejsc, więc zrezygnowałam. Oprowadziłam się sama jedynie po parterze budynku, bo tam można było chodzić luzem. Zajrzałam do kilku pracowni rzeźbiarskich (jedna adeptka tej sztuki upewniła się, że jej nie fotografuję - no jakże bym śmiała).
A na końcu korytarza znalazłam wejście do biblioteki, która jest prawdziwym cackiem. Otóż całe jej wyposażenie zaprojektował slynny architekt (a również i swego czasu rektor Akademii) Jan Kotěra i ono się zachowało do dziś. Zapraszam więc na przechadzkę :)
System odkurzania ksiąg na archiwalnym zdjęciu wiszących na ścianie :) Ech, gdyby tak do mnie przyszła ekipa i odkurzyła księgozbiór!
A pobliskie ulice mają nazwy adekwatne do sąsiedztwa: Rzeźbiarska, Malarska, Artystyczna, Kamieniarska (jeśli to dobrze tlumaczę?)...
Strona Akademii.
Hotel International czyli sorela w Pradze
W maju tego roku udało mi się wybrać tylko na jedną wycieczkę z Praha Neznámá - wygląda zresztą na to, że w sierpniu, mimo że będę w Pradze dwa razy dłużej, też tylko na jedną się załapię, nad czym boleję, ale oferty, które pojawiły się ostatnio, kolidują mi z wyjściami zarezerwowanymi wcześniej.
To majowe zwiedzanie dotyczyło Hotelu International. To są zazwyczaj dość oblegane wycieczki, bowiem zwykły śmiertelnik się w to miejsce nie dostanie - nawet jeśli się tam zatrzyma na jedną czy więcej nocy, to i tak nie trafi do podziemi (byłego schronu) i różnych innych miejsc, które mieliśmy okazję zobaczyć. Wycieczka jest trochę droższa od innych, myślę, że hotel tez coś z tego musi dostać, w końcu udostępnia swoje tajemnice, no i obcy ludzie się szwendają :)
Jest jednak jeszcze inna możliwość zwiedzenia tego budynku, mianowicie podczas festiwalu Open House, który odbywa się w maju. Z tego, co słyszałam, trzeba się jednak przygotować na odstanie ze dwóch godzin w kolejce.
Hotel znajduje się w dzielnicy Dejvice. Najlepiej udać się tramwajem 8 lub 18 do przystanku Zelená.
Hotel po lewej stronie mapki, wypisany na różowo.
Jego adres to ul. Koulova 1501/15.
Zbliżałam się od przystanku i z daleka już mnie witała sylwetka Pałacu Kultury. Bo też hotel powstał wedle najlepszych stalinowskich wzorów prosto z Moskwy :)
Choć tak naprawdę nie był od początku hotelem, a raczej nie miał być. Wznosiło go wojsko na potrzeby kwatermistrzowskie, ale że długo to trwało, potrzeby zanikły i postanowiono zrobić tu hotel. Oczywiście o odpowiedniej nazwie - Drużba. Do Czechosłowacji przyjeżdżali ciągle różni radzieccy dostojnicy, a nie było miejsca odpowiedniego na ich goszczenie, na wystarczająco wysokim poziomie.
W rezultacie powstał luksusowy hotel, ukończony w 1956 roku (rok później zakończono prace dekoracyjne i meblowanie).
Ówczesny minister obrony Alexej Čepička łudził się, ze na otwarcie przyjedzie sam Stalin (nie zdążył). Anegdota opowiada, że były już gotowe schody w hallu, ale okazało się, że cała generalicja czeska, mająca witać dostojnego gościa (w liczbie 44 generałów) nie zmieści się w szpalerze na tych schodach i trzeba było je przerobić i dodać jeszcze dwa stopnie.
Najpierw postanowiłam budynek okrążyć, więc skręciłam w boczną ulicę o nazwie Čínská. Skąd taka nazwa w tej okolicy, nie wiem, bardzo mi brakuje encyklopedii praskich ulic, nie ma ktoś?
Zwykle, gdy się gdzieś w bok skręci, zaraz jest okazja, żeby jeszcze w kolejny bok odbić... tak też było i tym razem, ale post byłby stanowczo za długi, już i tak mi wyszło 45 zdjęć, więc ograniczam się do hotelu i kilku widoków na niego z ulicy Chińskiej właśnie.
Wracam jednak przed wejście.
Cóż, po zdjęcie fasady należałoby przyjść do południa :)
W drugiej połowie lat 50-tych, po zmianie klimatu politycznego, postanowiono w hotelu gościć turystów zagranicznych (delegacji już nie starczało). Był to wówczas największy hotel w całej Czechosłowacji. W prasie rozpisano konkurs na nową nazwę. Padały różne propozycje, jedne związane z okolicą (Podbaba albo Juliska), inne z charakterem czasów (Hotel Máj, Mír, Slovan), poprzez takie pomysły jak Hotel Experiment, Eldorádo czy całkiem absurdalne nazwy w rodzaju Stoliczku nakryj się, Dzień i noc. Zdecydowano się na Hotel International. Prażanie jednak nazywali go Uniwersytetem Łomonosowa, Snem szalonego cukiernika lub Tortem Stalina.
Dobra passa trwała do 1974 roku, kiedy to otwarto hotel Intercontinental na Starym Mieście, który stał się olbrzymią konkurencją i spora część wykwintnej klienteli tam się przeniosła. Pod koniec lat 80-tych w Internationalu zatrzymywali się głównie zwykli radzieccy turyści. Ale - uwaga - bywało, że obsadzenie hotelu przekraczało 100%! Działo się tak dlatego, że część pokoi wynajmowano liniom lotniczym dla ich personelu, a to oznaczało, że jeden pokój był dwukrotnie albo trzykrotnie użytkowany w ciągu jednej doby :)
Symbol sowieckiej władzy stał się przy tym centrum zabawy ludowej, bo organizowano tu moc imprez towarzyskich. Z tego, co nam mówiła przewodniczka, dziś zatrzymują się tu nadal ludzie z dawnego Związku Radzieckiego, a także Azjaci. Właśnie autokar Koreańczyków zajechał przed hotel, gdy rozpoczynaliśmy zwiedzanie.
Oczywiście wystrój zarówno fasady, jak i wnętrz nawiązywał do przyjaźni między narodami czeskim i radzieckim oraz ogólnie rzecz biorąc do budowania socjalizmu.
W tytule wspomniałam słowo sorela. To popularny skrót na realizm socjalistyczny, którego nabardziej znane przykłady w Pradze to właśnie International i pomnik Stalina.
Mamy więc na płaskorzeźbach typowe sceny - witanie dzielnych radzieckich wyzwolicieli przez wdzięczną ludność Pragi czy zawieszanie czerwonej (w domyśle) flagi.
Sgraffito stara się pogodzić industrializację z tradycyjnym rolnictwem :)

Budynek bardzo starannie wykończono, wszelkie detale były dopracowane, a brał w tym udział szereg znanych twórców, jak Max Švabinský czy Cyril Bouda. Świetne panele ze szkła wytworzyli Jaroslav Brychta i Vilém Dostrasil.
Strefa wejściowa zachowała się w całości oryginalnie.
Zachował się też gobelin nazwany Praga Regina Musicae, gdzie możemy dostrzec pomnik Stalina na Letnie czyli tzw. kolejkę za mięsem. Ponoć powstały trzy gobeliny z takim akcentem, ale zachował się tylko ten jeden.
To salonik Armstronga, który w hotelu się zatrzymał podczas koncertu w Pradze i bardzo chętnie udzielał autografów, zostawiając po sobie bardzo dobre wrażenie.
Ale ja sfotografowałam również Mikuláška:
Kilka detali:
Młynek do maku w dawnym schronie :)
I wreszcie długo wyczekiwana chwila - udajemy się na taras.
W windzie mamy dowód na to, że hotel, wedle najlepszych tradycji, nie ma trzynastego piętra :)
O dziwo pięcioramienna czerwona gwiazda została na swoim miejscu (tyle że straciła pierwotny kolor). To była taka chytra konstrukcja, polegająca na tym, że gwiazdę można było zsunąć niżej w celu czyszczenia - przeprowadzano to zwykle w nocy, żeby jej zniknięcie nie dawało powodu do jakichś spekulacji :)
Ta pierwotna gwiazda była pokryta rubinowym szkłem i zaopatrzona w wewnętrzne oświetlenie, świeciła więc po ciemku całej Pradze. Podczas remontu w tajemniczych okolicznościach zniknęła (przewodniczka zaznaczyła, że jeśli w jakimś czeskim domu zobaczymy wielką szklaną gwiazdę, to będzie ona), więc dorobiono nową. Z tego, co pamiętam z oprowadzania, ma około 2 metrów wysokości.
Tarasy są dwa, pierwszy to ten z kolumnami wyżej, a drugi już prawie na szczycie.
Z tarasów można podziwiać widoki na miasto.
I jeszcze fotogeniczny detal balustrady.
Linki:
- ciocia Wiki (czeska wersja, ale więcej jest na angielskiej)
- strona z szerszym opisem
Hotel wcześniej oglądałam w filmie Šakalí léta, po polsku Bigbeatowe lato (1993). Teraz powinnam obejrzeć znowu, zwracając większą uwagę na szczegóły w rodzaju, skąd kręcone ;)
To majowe zwiedzanie dotyczyło Hotelu International. To są zazwyczaj dość oblegane wycieczki, bowiem zwykły śmiertelnik się w to miejsce nie dostanie - nawet jeśli się tam zatrzyma na jedną czy więcej nocy, to i tak nie trafi do podziemi (byłego schronu) i różnych innych miejsc, które mieliśmy okazję zobaczyć. Wycieczka jest trochę droższa od innych, myślę, że hotel tez coś z tego musi dostać, w końcu udostępnia swoje tajemnice, no i obcy ludzie się szwendają :)
Jest jednak jeszcze inna możliwość zwiedzenia tego budynku, mianowicie podczas festiwalu Open House, który odbywa się w maju. Z tego, co słyszałam, trzeba się jednak przygotować na odstanie ze dwóch godzin w kolejce.
Hotel znajduje się w dzielnicy Dejvice. Najlepiej udać się tramwajem 8 lub 18 do przystanku Zelená.
Hotel po lewej stronie mapki, wypisany na różowo.
Jego adres to ul. Koulova 1501/15.
Zbliżałam się od przystanku i z daleka już mnie witała sylwetka Pałacu Kultury. Bo też hotel powstał wedle najlepszych stalinowskich wzorów prosto z Moskwy :)
Choć tak naprawdę nie był od początku hotelem, a raczej nie miał być. Wznosiło go wojsko na potrzeby kwatermistrzowskie, ale że długo to trwało, potrzeby zanikły i postanowiono zrobić tu hotel. Oczywiście o odpowiedniej nazwie - Drużba. Do Czechosłowacji przyjeżdżali ciągle różni radzieccy dostojnicy, a nie było miejsca odpowiedniego na ich goszczenie, na wystarczająco wysokim poziomie.
W rezultacie powstał luksusowy hotel, ukończony w 1956 roku (rok później zakończono prace dekoracyjne i meblowanie).
Ówczesny minister obrony Alexej Čepička łudził się, ze na otwarcie przyjedzie sam Stalin (nie zdążył). Anegdota opowiada, że były już gotowe schody w hallu, ale okazało się, że cała generalicja czeska, mająca witać dostojnego gościa (w liczbie 44 generałów) nie zmieści się w szpalerze na tych schodach i trzeba było je przerobić i dodać jeszcze dwa stopnie.
Najpierw postanowiłam budynek okrążyć, więc skręciłam w boczną ulicę o nazwie Čínská. Skąd taka nazwa w tej okolicy, nie wiem, bardzo mi brakuje encyklopedii praskich ulic, nie ma ktoś?
Zwykle, gdy się gdzieś w bok skręci, zaraz jest okazja, żeby jeszcze w kolejny bok odbić... tak też było i tym razem, ale post byłby stanowczo za długi, już i tak mi wyszło 45 zdjęć, więc ograniczam się do hotelu i kilku widoków na niego z ulicy Chińskiej właśnie.
Wracam jednak przed wejście.
Cóż, po zdjęcie fasady należałoby przyjść do południa :)
W drugiej połowie lat 50-tych, po zmianie klimatu politycznego, postanowiono w hotelu gościć turystów zagranicznych (delegacji już nie starczało). Był to wówczas największy hotel w całej Czechosłowacji. W prasie rozpisano konkurs na nową nazwę. Padały różne propozycje, jedne związane z okolicą (Podbaba albo Juliska), inne z charakterem czasów (Hotel Máj, Mír, Slovan), poprzez takie pomysły jak Hotel Experiment, Eldorádo czy całkiem absurdalne nazwy w rodzaju Stoliczku nakryj się, Dzień i noc. Zdecydowano się na Hotel International. Prażanie jednak nazywali go Uniwersytetem Łomonosowa, Snem szalonego cukiernika lub Tortem Stalina.
Dobra passa trwała do 1974 roku, kiedy to otwarto hotel Intercontinental na Starym Mieście, który stał się olbrzymią konkurencją i spora część wykwintnej klienteli tam się przeniosła. Pod koniec lat 80-tych w Internationalu zatrzymywali się głównie zwykli radzieccy turyści. Ale - uwaga - bywało, że obsadzenie hotelu przekraczało 100%! Działo się tak dlatego, że część pokoi wynajmowano liniom lotniczym dla ich personelu, a to oznaczało, że jeden pokój był dwukrotnie albo trzykrotnie użytkowany w ciągu jednej doby :)
Symbol sowieckiej władzy stał się przy tym centrum zabawy ludowej, bo organizowano tu moc imprez towarzyskich. Z tego, co nam mówiła przewodniczka, dziś zatrzymują się tu nadal ludzie z dawnego Związku Radzieckiego, a także Azjaci. Właśnie autokar Koreańczyków zajechał przed hotel, gdy rozpoczynaliśmy zwiedzanie.
Oczywiście wystrój zarówno fasady, jak i wnętrz nawiązywał do przyjaźni między narodami czeskim i radzieckim oraz ogólnie rzecz biorąc do budowania socjalizmu.
W tytule wspomniałam słowo sorela. To popularny skrót na realizm socjalistyczny, którego nabardziej znane przykłady w Pradze to właśnie International i pomnik Stalina.
Mamy więc na płaskorzeźbach typowe sceny - witanie dzielnych radzieckich wyzwolicieli przez wdzięczną ludność Pragi czy zawieszanie czerwonej (w domyśle) flagi.
Sgraffito stara się pogodzić industrializację z tradycyjnym rolnictwem :)

Budynek bardzo starannie wykończono, wszelkie detale były dopracowane, a brał w tym udział szereg znanych twórców, jak Max Švabinský czy Cyril Bouda. Świetne panele ze szkła wytworzyli Jaroslav Brychta i Vilém Dostrasil.
Strefa wejściowa zachowała się w całości oryginalnie.
Zachował się też gobelin nazwany Praga Regina Musicae, gdzie możemy dostrzec pomnik Stalina na Letnie czyli tzw. kolejkę za mięsem. Ponoć powstały trzy gobeliny z takim akcentem, ale zachował się tylko ten jeden.
To salonik Armstronga, który w hotelu się zatrzymał podczas koncertu w Pradze i bardzo chętnie udzielał autografów, zostawiając po sobie bardzo dobre wrażenie.
Ale ja sfotografowałam również Mikuláška:
Kilka detali:
Młynek do maku w dawnym schronie :)
I wreszcie długo wyczekiwana chwila - udajemy się na taras.
W windzie mamy dowód na to, że hotel, wedle najlepszych tradycji, nie ma trzynastego piętra :)
O dziwo pięcioramienna czerwona gwiazda została na swoim miejscu (tyle że straciła pierwotny kolor). To była taka chytra konstrukcja, polegająca na tym, że gwiazdę można było zsunąć niżej w celu czyszczenia - przeprowadzano to zwykle w nocy, żeby jej zniknięcie nie dawało powodu do jakichś spekulacji :)
Ta pierwotna gwiazda była pokryta rubinowym szkłem i zaopatrzona w wewnętrzne oświetlenie, świeciła więc po ciemku całej Pradze. Podczas remontu w tajemniczych okolicznościach zniknęła (przewodniczka zaznaczyła, że jeśli w jakimś czeskim domu zobaczymy wielką szklaną gwiazdę, to będzie ona), więc dorobiono nową. Z tego, co pamiętam z oprowadzania, ma około 2 metrów wysokości.
Tarasy są dwa, pierwszy to ten z kolumnami wyżej, a drugi już prawie na szczycie.
Z tarasów można podziwiać widoki na miasto.
I jeszcze fotogeniczny detal balustrady.
Linki:
- ciocia Wiki (czeska wersja, ale więcej jest na angielskiej)
- strona z szerszym opisem
Hotel wcześniej oglądałam w filmie Šakalí léta, po polsku Bigbeatowe lato (1993). Teraz powinnam obejrzeć znowu, zwracając większą uwagę na szczegóły w rodzaju, skąd kręcone ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Willa Karla Fischera
W maju zeszłego roku miałam zapisaną w zeszycie tę willę, o której czytałam w książce Slavné vily Prahy 6 - Střešovice (str. 216) . I sukc...
-
Najwęższa uliczka w Pradze to ciekawostka, która już weszła do przewodników po mieście. Znajduje się na Małej Stranie, a przypomniałam sobie...
-
Instalacja słowackiego artysty Mateja Kréna znajduje się od 1998 roku we foyer Biblioteki Miejskiej ( Městská knihovna ) na Mariánském námě...




























































































