Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kubizm w Pradze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kubizm w Pradze. Pokaż wszystkie posty

Powrót do kubistycznego domu z betonu

 

Po pięciu latach wróciłam na miejsce zbrodni, by sprawdzić postępy na budowie. Byłam tam bowiem w 2019 roku - klik - i prawdę powiedziawszy teraz spodziewałam się, że dom jest już zamieszkany. Tymczasem nie. Wstawiono okna, a fasadę obłożono białymi płytami, co zrobiło na mnie złe wrażenie, budynek bardziej mi się podobał, gdy był w surowym betonie.  

Wrócę po raz kolejny za rok.









 

Zdjęcia z 20 maja 2024 roku

Kubistyczny dom z betonu w budowie

Opisuję sobie powoli sierpniowy wyjazd (w zeszyciku, rekonstruuję, gdzie chodziłam lub jeździłam danego dnia wedle fotografii, które zrobiłam), dotarłam do wtorku, kiedy rano wybrałam się do Běchovic (o czym już częściowo było), a potem znalazłam się na Břevnovie (o kościele i klasztorze w Břevnovie też już pisałam).
Miałam tam trzy cele, pierwszym było obiad w restauracji U Prezidentů i tu niestety się przejechałam, bo okazało się, że we wtorki otwierają dopiero o 17.00; ostatnim zaś był KUBISTYCZNY DOM Z BETONU W BUDOWIE, o którym czytałam w internecie. Że się buduje, że ciągle nie jest skończony. Taka ciekawostka.
W końcu Praga słynie z kubistycznej architektury. Tyle że tej z lat około roku 1910. A tu taki pomysł - prywatnego inwestora, który chce mieć oryginalny nowoczesny dom, a jednocześnie nawiązać do tych bogatych kubistycznych praskich tradycji.
Poniżej są trzy linki do artykułów na ten temat, w kolejności chronologicznej. Jak widać, właścicielowi się nie spieszy, co tłumaczy trudnościami ze znalezieniem odpowiednich jakościowo firm budowlanych i wykończeniowych.
O cenie tej architektonicznej zachcianki nie będziemy nawet rozmawiać, tym bardziej, że ogólnie ceny mieszkań i domów w Pradze są chore :)
Linki:
- artykuł z 2013 roku
- artykuł z 2017 roku, piszą w nim, że miejscowym obiekt przypomina kolejkę linową z polskiego filmu s-f z lat 60-tych - że niby co???
- artykuł z 2018 roku

Zapisałam sobie nazwę ulicy od razu, gdy o tym po raz pierwszy przeczytałam, bo to naprawdę coś, co mnie interesuje. Ta ulica to U Ladronky. Ladronka to praska usedlost z XVII wieku otoczona parkiem, po remoncie powstało tam centrum kulturalne (ale nie byłam - jeszcze).
Jest to oczywiście lewobrzeżna Praga.
Można tam dojechać tramwajem 22 lub 25 i wysiąść na przystanku Drinopol - to jest ten najbliższy.
Miejsce zaznaczone czerwonym kółkiem.


Ku kubistycznemu domowi zmierzałam od odwrotnej strony czyli od wspomnianej restauracji, a więc od zachodu. To jest okolica willowa, zabudowa ulicy im bliżej miasta tym bardziej przechodzi w szeregową i oto spośród tych szeregówek wystaje coś nieoczekiwanego...




Cóż, ciągle jeszcze budynek jest niewykończony, otoczony tymczasowym płotem, pozbawiony stolarki okiennej i drzwiowej, no nie do końca daje wyobrażenie, jak to będzie wyglądać po oddaniu do użytku. Jednak już na pierwszy rzut oka widać, jak bardzo różni się od sąsiedniej zabudowy. Przy czym nie uważam tego za feler, raczej za interesujące, przyciągające uwagę uzupełnienie pierzei.
Przy tym dom nie jest przeskalowany, doskonale trzyma się gabarytów i ilości kondygnacji wyznaczonych przez sąsiadów.









Obiecuję sobie wrócić tu jeszcze za rok albo za dwa, gdy już dom będzie zamieszkały. Porównam wrażenia :)

Fotografie z 13 sierpnia 2019 roku

Kubistyczny cmentarz - jedyny na świecie

Najpierw muszę się do czegoś przyznać - nie umiem obojętnie przejść obok cmentarza. To dla mnie miejsce nie tylko zadumy, ale i spacerów :) Zwłaszcza, że mam takie założenie, że sama na żadnym cmentarzu nie spocznę :)
Tak więc, gdzie tylko jestem, zwiedzam cmentarze.
Ile ich już widziałam w Pradze? Dałoby się policzyć, ale wymagałoby to trochę pracy czyli przejrzenia wszystkich zdjęć z czterech pobytów i wynotowania. Może kiedy indziej :)
W każdym razie w sierpniu zeszłego roku byłam na SIEDMIU, tego rekordu już chyba nie pobiję.
I jednym z tych siedmiu był właśnie cmentarz w dzielnicy Ďáblice czyli Ďáblický hřbitov.

Gdzie to jest? Daleko trochę, bo na północnym wschodzie. Można tam dojechać tramwajem numer 10 - do samego końca. Kto nie chce się telepać długo przez całe miasto, może wsiąść w linię C (metrem szybciej... niby, bo jak się doliczy to zjeżdżanie w dół, wjeżdżanie w górę etc. to wychodzi problematycznie) i wysiąść na stacji Ládví (szósta od Muzeum), a tam, tak czy siak, poczekać na tę dziesiątkę, tyle że zostaną jedynie trzy przystanki.
Mapki:
Tu poniżej widać te stacje i przystanki. Pod czerwoną kreską jest pętla tramwaju.
No i widok z lotu ptaka :)
Widać, jak cmentarz jest duży. Istotnie to drugi co do wielkości w Pradze, po cmentarzach Olszańskich. Ma 29 hektarów powierzchni, a powstał w latach 1912-1914.
Zaprojektował go architekt Vlastislav Hofman w stylu kubistycznym: ogrodzenie, brama wejściowa, kaplica. Ba, nawet takie szczegóły, jak kosze na śmieci, lampy, ujęcia wody - wszystko to w niezwykle wówczas popularnym stylu, który tak wspaniale rozwinął się właśnie w Pradze. Takiego cmentarza nie ma nigdzie indziej na świecie i z tym nikt nawet nie będzie próbował dyskutować (jak z istnieniem Jary Cimrmana).
Niestety nie cały projekt Hofmana został zrealizowany, w związku z wybuchem I wojny światowej... a po wojnie już do tego nie powrócono.

Są dwa wejścia na cmentarz, tu poniżej jest to, które obecnie jest używane jako główne.


Gdyby się ktoś wybierał na zwiedzanie, to specjalnie zamieszczam zdjęcie tablicy z godzinami otwarcia.


Blisko wejścia znajdziemy też plan cmentarza. Zwróćcie uwagę na zaznaczony na niebiesko teren z napisem LES (czyli LAS). Do tego zaraz wrócę.
Tymczasem jeszcze spojrzenie na bramę wejściową już ze środka.
A tu widok w lewo, gdzie są kolumbaria.

Od pierwszego pobytu w Pradze fascynuje mnie ten napis i ta koncepcja - louka rozptylu, z kórego na własny użytek zrobiłam "łąkę rozpyłu". Wikipedia podaje, że jest to miejsce rozptýlení ludzkich prochów. A słownik czesko-polski mówi, że rozptýlení to rozproszenie, rozszczepienie. Brak definicji w tym kontekście, cóż, to po prostu będzie rozsypanie.
Takie miejsce przeznaczone dla rozsypania prochów nazywa się po polsku "ogrodem pamięci" - tyle, że nie istnieje. To znaczy, z tego, co słyszałam, już na kilku polskich cmentarzach łąki takie wydzielono, ale używać ich nie można, bo polskie prawo nie zezwala na taką formę pochówku. Rozsypanie ludzkich prochów jest u nas karalne.


Ale dobrze, zmierzajmy do tej łąki.

Ďáblický cmentarz ma niepowtarzalną atmosferę. Przy okazji - tak, dobrze się domyślacie, to cmentarz diabelski, ale nazwa pochodzi od dawnej wsi, którą przyłączono do Pragi w 1968 roku.
Nie widać tu tak dobrze nam znanych grobów i nagrobków (też są, ale w innej części), spacerujemy wśród drzew i trawników.
Śpiewają ptaki, w trawie między polnymi kwiatkami uwijają się pszczoły, mamy wrażenie przebywania w parku. I ten niesamowity spokój.






















































Przed nami wyłania się obřadní síň czyli sala obrzędowa. U nas to by była raczej kaplica.


Wspomniane kubistyczne ujęcie wody...
I takież w stylu miejsce przeznaczone dla ceremonii rozsypania prochów.

















































I rozbrzmiewająca buczeniem owadów łąka pamięci.

Zasada jest taka, że na łąkę nie wolno wchodzić. Jeśli ktoś chce zapalić znicz albo położyć kwiaty, może to zrobić przy samym brzegu. Na innym cmentarzu widziałam specjalną metalową konstrukcję wzniesioną z boku w tym celu.
Wokół alejki z ławeczkami.



Jakież to różne od naszych cmentarzy, gdzie każde miejsce zajęte jest przez granitowe grobowce (niedawno widziałam naszykowane piwniczki... obok śmietnika), a drzewa wycina się, bo zagrażają bezpieczeństwu.

I teraz wracam do wspomnianego LASU. Otóż w 2015 roku powstał tu LAS PAMIĘCI. Prochy swoich bliskich można złożyć między korzenie drzew. Na drzewie można umocować tabliczkę upamiętniającą zmarłego. Można powiesić huśtawkę, można ułożyć w trawie pomalowane kamienie.





Można przyjść z przyjaciółmi na wspominki. Przynieść zdjęcia i zawiesić je między drzewami. Zapalić znicz albo świeczki na wodzie. Posiedzieć. Zaśpiewać.




Ale cmentarz jest znany jeszcze z innych powodów.
Po pierwsze jest tu rodzaj Alei Zasłużonych - čestné pohřebiště. Pochowani tam są jugosłowiańscy i włoscy partyzanci oraz ofiary praskiego powstania z maja 1945 roku.



Następnie - groby osób umęczonych i zamordowanych w latach 50-tych, które chowano w zbiorowych mogiłach, oczywiście potajemnie, przy północnym murze cmentarza. Sprawa wyszła na jaw dopiero w latach 90-tych i wówczas umieszczono w trawie tablice z nazwiskami ofiar. Wśród nich - żelazny krzyż proboszcza Josefa Toufara, zamęczonego przez Urząd Bezpieczeństwa z powodu tzw. cudu čihostskiego.
Ilość pochowanych tu więźniów politycznych - 207. Zamęczonych lub tych, którzy dostali tzw. czapę.

Emocjonalnie większe wrażenie robi jednak szereg grobów niemowląt, czy wręcz noworodków. To były dzieci, które urodziły matki-więźniarki polityczne, a z powodu kompletnego braku opieki lekarskiej umierały po kilku dniach. Pochowano ich tu 37.


Wyszłam z cmentarza tą bardziej znaną z podręczników historii sztuki bramą z dwoma kioskami, tyle że właśnie trwały prace remontowe.


A na końcu jeszcze dodam link do jednego z programów Z metropole Czeskiej Telewizji.

Willa Karla Fischera

W maju zeszłego roku miałam zapisaną w zeszycie tę willę, o której czytałam w książce  Slavné vily Prahy 6 - Střešovice (str. 216) . I sukc...