Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mała Strana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mała Strana. Pokaż wszystkie posty

Klárův ústav slepců czyli dawny Instytut dla Niewidomych

 W ramach tegorocznego festiwalu Open House Praha można było zwiedzić budynek dawnego Instytutu dla Niewidomych (Klárův ústav slepců) na Klarovie czyli w pobliżu stacji metra Malostranská.

Na mapce zaznaczyłam dwa budynki, ten podkreślony fioletową linią widziałam po raz pierwszy, nie wiedziałam, co to jest - a zachwycił mnie. Ale do tego dojdziemy. 

Zacznijmy od początku czyli od powstania Instytutu. Alois Klar (1763-1833) założył najpierw w 1807 roku prywatny Instytut dla Niewidomych Dzieci na Hradczanach. Jego celem było wyuczenie tych dzieci jakiegoś zawodu, żeby mogły na siebie zarabiać. W 1832 roku ufundował też taki instytut dla dorosłych, a cesarz Franciszek I podarował mu na ten cel parcelę. Stał tam domek z dużym ogrodem. Budynek powstał już po śmierci założyciela dzięki staraniom syna, Paula Aloisa Klara, w latach 1836-1844, a dokończony został w latach 1884-1885 przez wnuka Rudolfa Klara.


Na původní plán zbourat domek a na zahradě vystavět novou budovu bohužel nebylo dost financí. Došlo tedy zpočátku jen k přestavbě domku a nová budova se stavěla postupně ve třech etapách v průběhu mnoha let. Architektem nové budovy se stal V. Kulhánek. Protože rodina Klarů byla velmi zbožná, nesměla tu chybět kaple. Od roku 1844 do roku 1885 se tedy budovala kaple sv. archanděla Rafaela, která se stala první samostatnou pražskou realizací architekta J. O. Krannera.

Instytut działał tu do 1950 roku, kiedy budynek został przejęty przez państwo i od tej pory mieścił się tu Urząd Planowania. Dziś jest siedzibą geologów i na co dzień można tu jedynie wpaść do księgarni o takim profilu - albo czasem na koncert.


Przy bocznej ulicy zobaczyłam ten piękny secesyjny budynek, najwyraźniej opuszczony. Potem przy zwiedzaniu ogrodu Instytutu podsłuchałam rozmowę dwóch starszych pań i stąd dowiedziałam się, że był to kiedyś Dům kultury těla - jakiś dom fizkultury 😁 Pani wspominała, jak chodziła tam na basen. Ponieważ nie było czasu do stracenia - tyle miejsc do zobaczenia w trakcie festiwalu w ciągu tych dwu krótkich dni - nie podeszłam dalej... no i ominął mnie piękny widok naroża, który teraz oglądam na cudzych zdjęciach (patrz link na końcu postu). Za to wiem, że koniecznie się tam wybiorę w przyszłym roku i obejdę naokoło. A może ten budynek zostanie udostępniony do zwiedzania w kolejnej edycji festiwalu? Kto wie 😀 Na razie stoi pusty, mówi się o planach umieszczenia tam jakichś urzędów. A kiedyś stanowił część Instytutu.



Wracamy do głównej siedziby. Sprawa jest taka, że dałam się nabrać 😏 Zaraz przy wejściu było stoisko z różnymi publikacjami. Zobaczyłam porządnie wydaną książkę o Klarovie (w bardzo rozsądnej cenie) i postanowiłam ją kupić wychodząc, w związku z czym nie zrobiłam wielu zdjęć w kaplicy - gdzie była też wystawa starych fotografii - no bo założyłam, że one wszystkie będą w książce. Tymczasem gdy już miałam płacić, przyjrzałam się jej bliżej i skonstatowałam, że to monografia Instytutu, a nie całej okolicy. Niestety, nie mam już na półkach miejsca na książki traktujące tylko o jednym budynku czy instytucji 😕 Muszę dokonywać zakupów bardzo rozważnie. Mogłam jeszcze wrócić do kaplicy, ale z kolei obiad wzywał 😂 No i tak to. Kopiuję znalezione w necie informacje na jej temat, a dodam tylko, że w krypcie kaplicy jest pochowana rodzina założyciela. Nazwa okolicy Klarov pochodzi właśnie od ich nazwiska,

Kaple sv. archanděla Rafaela je krásně vyzdobena freskami od E. Maxe. Zobrazují příběh Ježíše Krista. Malby jsou nápadně velké z toho důvodu, aby je mohli vnímat i slabozrací. Najdeme tu také busty Klarů a jejich manželek. V kapli jsou funkční varhany. Název pochází od sv. Rafaela, patrona slepců. Budova má empírovou podobu, na čelní fasádě vidíme tympanon s reliéfem od J. Maxe. Zobrazuje sv. Rafaela, který dává Tobiášovi léčivou mast na nevidoucí oči jeho otce.

 






Za diabła nie umiem ustawić tych popiersi obok siebie, a specjalnie zrobiłam takie mniejsze... Nie mogę dojść do ładu z blogspotem!




Ze zadní strany je ústav obklopen zahradou. Je v ní umístěna hodnotná socha sv. Václava od M. B. Brauna z roku 1713. Původně stávala na Malostranském náměstí.

Małostrańscy radni w 1713 roku postanowili zamówić brązową rzeźbę św. Wacława, żeby wybłagać ustanie morowej epidemii, ale zamiast niej ustawili na górnym Rynku Małostrańskim kolumnę Najświętszej Trójcy z piaskowca. Natomiast św. Wacława umieszczono na fasadzie jezuickiego domu profesów, przed kościołem pod jego wezwaniem. Nie został tam na zawsze - po 1843 roku przeniesiony został do ogrodu Instytutu i umieszczony pod daszkiem na zewnętrznej ścianie kaplicy.





W sieci znalazłam jeszcze takie informacje:

Musím tu připomenout, že na vybudování a činnosti Klarova ústavu se podíleli tři muži z rodiny Klarů: Aloys, jeho syn Pavel Alois a vnuk Rudolf Mario. Aloys byl zakladatelem vzdělávání nevidomých u nás, byl filologem, učitelem a profesorem na pražské univerzitě. V roce 1807 se spolupodílel na vzniku Ústavu pro slepé děti na Hradčanech, v němž i sám učil. Založil také nadaci pro slepé. Roku 1832 otevřel Ústav pro zaopatření slepců na Velkopřevorském náměstí. Jeho cílem bylo vyučit slepé praktickým činnostem, které by je uživily. Ústav tu pracoval ve stísněných prostorách do roku 1836. 

Novou budovu na Klárově však už vybudoval až jeho syn Pavel. Během Pavlova působení zde jako na prvním místě v Praze pracovaly sestry boromejky, a to do roku 1850. Ústav se neustále potýkal s nedostatkem financí a byl závislý na dobročinnosti. Kvůli finančnímu přilepšení se tu mezi lety 1842-60 vydávala ročenka Libussa obsahující příspěvky známých spisovatelů. Od svých padesáti let byl Pavel Klar připoután na vozík a ke konci života i oslepnul. Nedožil se šedesáti let. 

Po něm vedl ústav dvacet let dočasný správce J. Běšín. Za jeho éry zařízení upadalo. Vnuk A. Klara Rudolf se ujal řízení v roce 1880. Zavedl tu obecnou školu pro děti od šesti let. Plynule sem přecházely děti z ústavního zařízení na Hradčanech. Slepí se tu učili pletení, předení, košíkářství, kartáčnictví. Od roku 1904 mohli v těchto oborech získat i výuční listy. Rudolf se nikdy neoženil a neměl děti, takže správcem se po jeho smrti stal E. Wagner. Za 1. světové války se na Klárově zotavovali osleplí vojáci. 

V roce 1929 vznikla v Krči, ve Vídeňské ulici č. 28, mateřská škola a ozdravovna pro slepé. Po 2. světové válce se sem Klarův ústav přestěhoval jako učňovská internátní škola pro mládež s vadami zraku. Rozvíjely se zde nové obory jako čalouník, knihař, zámečník, masér, telefonista. Dnes v budově sídlí střední a mateřská škola A. Klara.

 

Linki:

- biogram fundatora na Wikipedii

- hasło Instytutu na Wikipedii (z biogramu powyżej)

- strona Instytutu z linkami

- o budowli w Katalogu Zabytków

- nieco historii z czasów II wojny

- na stronie Prázdné domy

- artykuł na stronie radia o domu ciała

- tudzież o nim na stronie Prostor

- mój ulubieniec Zdeněk Lukeš opowiada o nim w serialu Mizející Praha

- jakiś program w czeskiej tv, ale nie można go oglądać w Polsce ze względu na prawa autorskie, jakie to wkurzające, te granice

- i wreszcie troszkę o samej okolicy, nazwanej imieniem Aloisa Klara 

O, jest też wykład na temat historii Instytutu:

Fotografie z 8 sierpnia 2021 roku

Kiedyś w maju na Małej Stranie - kontynuacja

A więc przybyłam na Zámecké schody, gdzie za pomocą Booking.com zarezerwowałam pokój na swój ostatni (jak do tej pory) majowy praski pobyt. Skusiła mnie oczywiście lokalizacja - pomieszkać choć przez chwilę na Małej Stranie, pod samym Zamkiem - no no 💗 Co prawda podejrzewałam, że te schody dadzą mi w kość (i dały), ale trudno.

Zámecké schody to jakby przedłużenie ul. Thunovskiej w kierunku Zamku. Uwaga, żeby nie pomylić, bo są jeszcze Staré zámecké schody, które prowadzą na Zamek z Klárova, i żeby było śmieszniej te właśnie, wbrew nazwie, są nowsze 😄


Czerwoną strzałeczką zaznaczyłam położenie moich hm hm apartamentów. Istotnie nazywało się to Royal View Apartments, przy czym royal view miało się z tarasów. Z mojej klitki jedynie na podwórko-studnię 😀
Zaczynam i kończę walizką. Tu jeszcze w domu, w dniu wyjazdu. Można się zdziwić, że budzik. No co, ja nie mam telefonu 😜 Można się też zdziwić, że lejek. To proste - nie lubię wody (w sensie do picia). No nie lubię i już. Za kawą też specjalnie nie przepadam, zwłaszcza w podróży. Robię sobie herbatę z sokiem malinowym i przelewam do butelki (zimna też jest dobra - dla mnie - a termos jednak zabiera więcej miejsca). Tak więc lejek jest artykułem pierwszej potrzeby, jasne?
No i dobrze, już stoję przed budynkiem i czekam, żeby przybył chłopak z kluczami. Wita mnie popiersie pewnego malarza, o którym będzie dalej.
To, że się po prawie 7-godzinnej podróży wtarabaniłam z walizką na górę, to jeden z cudów Pragi. Jak tylko wysiądę na Hlavním nádraží,  natychmiast dostaję szwungu i gotowa jestem iść na koniec świata.
Tymczasem idę do swego pokoju, z numerem 2. Dom jest 2-piętrowy i wygląda mi na to, że są tam do wynajęcia w sumie 4 apartamenty, po dwa na pierwszym i drugim piętrze (ale pewna nie jestem). Ja w każdym razie ląduję na pierwszym: drzwi są moje, ale zakratowane okno nie, to należy do apartamentu od frontu, który ma osobną dużą kuchnię (za tym właśnie oknem) i nie wiem, czy dwa pokoje czy więcej - raz było otwarte, gdy wychodziłam z domu, bo sprzątały dziewczyny, wyglądało to na dużą przestrzeń, pełną światła.
A tu moje okna i dużo światła nie należy się tam spodziewać, skoro wychodzą na to podwóreczko-studnię. Właściwie, jeśli chciałam mieć jasno, musiałam zapalać światło, a w konsekwencji spuszczać rolety, bo wówczas miał wgląd do mojego soukromí każdy, kto szedł po schodach 😏 Akurat tak się złożyło wówczas, że często padało i słońca doprawdy mi tam brakowało.
Wielkość podwóreczka można ocenić ze zdjęcia poniżej. Na samym dole mieściły się tam właściwie jedynie kosze na śmieci.
Na schodach wyżej była oszklona witryna, z której można sobie było pożyczyć rozmaite przewodniki o Pradze. Zdjęcia brak, bo było tam za ciemno, gdy się raz zapędziłam.


A teraz uwaga, szok.W opisie pokoju na przykład jest SZAFA. Okazuje się, że przez szafę niektórzy rozumieją rodzaj sekretarzyka 😏 Gdy się wpada na weekend, to nie ma wielkiego znaczenia, ale gdy przyjeżdżasz na 9 dni, to już trochę gorzej, chciałoby się gdzieś te sukienki powiesić. W rezultacie wisiały na drzwiach w przedpokoiku. Pokoik jest malutki, a aneks kuchenny... no, śpisz z nosem w nim 😁 We dwie osoby byłoby tu naprawdę ciężko... na szczęście byłam sama, więc jakoś zniosłam pobyt w tej mysiej dziurze. I zrozumiałam, dlaczego to była okazja i promocja na Booking (zapłaciłam około tysiąca zł). LOKALIZACJA, głupcze!
W każdym razie wyposażenie wszelkie było. Łazienka z prysznicem nowa (toaleta osobno), ale trudno zrobić zdjęcie, nie było odejścia.

Bo oto clou obiektu, czyli zasygnalizowane już w poprzednim poście tarasy. Są rzeczywiście fantastyczne, a przede wszystkim fantastyczny jest z nich widok. Tarasy są trzy, każdy kolejny wyżej, przechodzi się do nich przez podwóreczka na tyłach posesji.

Wieżyczka poniżej kryje kręcone schody, prowadzące z niższego tarasu.
A tu taras drugi i trzeci, pod samym Zamkiem.

Altana u sąsiadów.






Na jednym z tarasów jest pomieszczenie z lodówką, zlewem, kieliszkami etc., żeby nie trzeba było chodzić ze szkłem z dołu, gdy chce się nieco poimprezować.

Ale powiedzmy sobie wreszcie nieco o samym domu.

Ma on dwie nazwy: Dům U Bílého dropa (czyli Pod Białym Dropem) lub Dům U Pelikána (Pod Pelikanem). Dropy w Polsce wyginęły w latach 80-tych, a w Czechach populacja się odnawia, mówi Wikipedia. 

Poniżej reprodukuję pierwszą stronę poświęconą temu domowi w książce Pražské domy vyprávějí...VI (autorzy: Eva Hrubešová i Josef Hrubeš, Academia 2002).

Schody Zamkowe, przy których stoi nasz dom, powstały prawdopodobnie już w XIII wieku. Był tu zawsze spory ruch, ba, nawet jeździło się po nich konno. A przy schodach powstała średniowieczna zabudowa. Jednakże te gotyckie domy uległy zniszczeniu podczas wojen husyckich w XV wieku. Potem doszło jeszcze do słynnego pożaru Małej Strany w 1541 roku, gdy zgorzało 155 domów.  Dom U Pelikána odbudowano w stylu renesansowym (zachowały się z tamtego czasu sklepienia parteru i część murów), a w końcu XVII wieku przebudowano go w duchu baroku. Dzisiejszy wygląd pochodzi z kolejnej, późnobarokowej przebudowy prawie sto lat później: klatka schodowa, którą widać wyżej i cała dyspozycja wnętrz.

Parcela jest wąska i długa, a dom oprócz części frontowej ma w drugim piętrze dwa boczne skrzydła okalające wyłożone płytkami podwórko. Dobrze czytacie - w drugim piętrze, bo przecież teren się tu wznosi do góry czyli do Zamku. Czyli ja mieszkając na pierwszym piętrze miałam za tylną ścianą... wzgórze.

Diabli mnie biorą, bo przejrzałam zdjęcia i nie znalazłam tego podwórka. Człowiek mieszka przez 9 dni i najwyraźniej mówi sobie: zawsze zdążę, jutro... a potem wyjeżdża i do widzenia, babciu. Odniosłam wrażenie, że te boczne skrzydła nie należą do apartamentów nynajem, tylko są zamieszkałe, w każdym razie.

Autorzy czyli państwo Hrubeš opowiadają, że oprowadzał ich po posiadłości aktualny właściciel, pan Ivan Wichterle. To się chyba od 2002 roku zmieniło, bo rejestr katastru podaje już inne nazwisko. W roku 1964, gdy budynek przeszedł w ręce państwa, jego właścicielką była znana rzeźbiarka Hana Wichterlová, więc w ramach restytucji majątku w 1992 obiekt wrócił do rodziny. Bratem artystki był Otto Wichterle, znany chemik i wynalazca soczewek kontaktowych, o czym się dowiedziałam swego czasu na kursie czeskiego 😍

No ale adres Zámecké schody 188/6 jest znany głównie z innego lokatora - był nim malarz Jan Zrzavý, który mieszkał w drugim piętrze przez ostatnie 16 lat swego życia. Jego sylwetka w charakterystycznym ubraniu była znana i popularna na Małej Stranie. Oto, co mówił o swym mieszkaniu:

Sfotografowałam też dwie strony z książki Pražské příběhy: na cestě Malou Stranou (autor Dan Hrubý), którą polecam gorąco, to prawdziwa kopalnia wiedzy o Małej Stranie, zebrane dziesiątki, setki wspomnień jej mieszkańców.

Malarzowi poświęcono popiersie na fasadzie domu, jego autorem był prof. Jan Simota, a zostało ono odsłonięte w 1989 roku. Trochę przeszkadza w otwieraniu okiennicy sklepu obok i ponoć właściciel miał zamiar wystąpić do odpowiednich instytucji o przesunięcie go o parę centymetrów wyżej - ale skoro nic się nie zmieniło od 2002 roku?...
I jeszcze tak - w zeszłym roku oglądałam przeuroczy film pod tytułem Káťa a krokodýl z 1965 roku. Pewnie znacie radziecką książkę dla dzieci o tym tytule? Jedna z moich ulubionych z dzieciństwa 😍 A ta czeska ekranizacja została nakręcona właśnie na Małej Stranie! I oto kogo zobaczyłam w jednej scenie:

Tak, właśnie Jan Zrzavý w swojej charakterystycznej mycce przechodzi ulicą i patrzy na unoszące się do góry piłki 👀 

A sam film zaczyna się sceną zabawy bohaterki na Zamkowych schodach. Ach, chyba muszę o nim osobno napisać! 

I oto szczęśliwie dotarliśmy do końca dzisiejszej wycieczki na Małą Stranę. Właśnie pakuję walizkę w dniu wyjazdu. Jak widać wypełniam ją głównie książkami. Za każdym razem jest ich więcej i coraz bardziej się dziwię, że daję radę to wszystko zabrać. Wówczas przyjechała mi pomóc i odwiozła na stację praska przyjaciółka Věra i całe szczęście, bo bez jej pomocy bym się skichała chyba - walizka, torebka i niestety jeszcze siatka z książkami - nie zmieściły się wszystkie, było ich 20 sztuk, a ważyły 7 kg 😉

Fot. z dni 18-26 maja 2019 roku


Dodatkowo:

- opis domu i działki z Katalogu zabytków

- artykuł z Blesku

- nieco informacji z Atlasu Czech

- rekordowa aukcja sprzed kilku miesięcy 

- jak malował Jan Zrzavý

Willa Karla Fischera

W maju zeszłego roku miałam zapisaną w zeszycie tę willę, o której czytałam w książce  Slavné vily Prahy 6 - Střešovice (str. 216) . I sukc...