Lepiej późno niż wcale czyli po raz kolejny obiecuję sobie, że teraz już żadnych zaległości, tylko bieżące publikowanie. Może lepiej nie obiecywać, a robić? Się okaże 😁
Tymczasem krótkie podsumowanie tegorocznego majowego pobytu.
Pierwszy raz jechałam pociągiem od do czyli bez żadnej przesiadki. Skusiłam się na ofertę Leo Express, trochę bojąc się, jak zniosę te 6,5 godziny siedzenia, ale dało radę, a nie musiałam po drodze męczyć się z walizką, więc nastawiam się również na przyszłość na to połączenie. Dodam jeszcze, że za bilet z powrotem zapłaciłam 16,61 zł 😁
Pierwsze kroki w Pradze to dworcowy kiosk z biletami na komunikację miejską, żeby kupić miesięczny. A za rok w sierpniu już będę jeździć za darmo jako senior. Nie robi to wielkiej różnicy, bo w przedziale 60-65 lat miesięczny kosztuje 130 koron - robiłoby różnicę u mnie w Krakowie, gdzie aż do 70-tki będę płacić 50 zł, a o tym, żeby w granicach miasta jeździć również pociągami, można jedynie pomarzyć.
A z miesięcznym w ręce mogłam już hulać po Pradze. Odkrywać budynki a' la Hundertwasserhaus, pomniki cyklistów, mercedesy Heydricha, nowe paternostery i mosty, czytelnie w Klementinum, wieże widokowe, peryferyjne kościoły i siedliska, stare żydowskie cmentarze i nowe urzędy dzielnicowe, pomniki żab i kotów, zegary słoneczne i kubistyczne bramki czy kościoły o rzut beretem od hotelu.
Oczywiście clou majowych pobytów jest zawsze Open House, z jego mniejszymi czy większymi kolejkami.
Ponarzekało się na temperatury (pojęcia nie mając, co się będzie działo w sierpniu...), upolowało to i owo w antykwariatach i knihobudkach i w rezultacie przywiozło kolejny stos - głównie kryminałów 😎 ale też Dzieci z Bullerbyn po czesku, a co 😁






























