Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowe Miasto. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nowe Miasto. Pokaż wszystkie posty

Albertov i tablica pamiątkowa


W ubiegły weekend świętowano w Czechach rocznicę wydarzeń sprzed 30 lat - z 17 listopada 1989 roku, kiedy zaczęła się Aksamitna rewolucja czyli Sametová revoluce.
Mnie tam nie było ani wtedy ani teraz :) za to przypomniałam sobie, że przecież spacerowałam po ulicy Albertov, gdzie popołudniem 17 XI 1989 zgromadzili się studenci, by uczcić wydarzenia z 1939 roku.

Zacytuję polską Wikipedię, gdzie na ten temat jest zaledwie kilka zdań.

Aksamitna rewolucja wybuchła 17 listopada 1989 roku w Pradze. Tego dnia zorganizowano legalną uroczystość upamiętniającą 50. rocznicę zamknięcia czeskich szkół wyższych przez Niemców. Organizatorzy spodziewali się pięciu tysięcy uczestników manifestacji, jednak w obchodach wzięło udział ok. 50 tys. osób. Uroczystość przerodziła się w manifestację antykomunistyczną, zaś uczestnicy zaczęli przenosić się na Plac Wacława. Aby podkreślić pokojowość pochodu, demonstranci próbowali wręczyć milicjantom kwiaty. Unieważniono legalność uroczystości, a uczestników manifestacji rozpędzono. 560 osób odniosło rany, wiele osób aresztowano, zaś według krążącej pogłoski podczas pacyfikacji zginął jeden student.

Na stronie czeskiej jest oczywiście więcej informacji:

Pátek 17. listopadu

Od 8:00 byla dle rozkazu ministra vnitra Františka Kincla vyhlášena mimořádná bezpečnostní akce, která měla udržet toho dne pořádek.

V pátek 17. listopadu se na Albertově sešli studenti pražských vysokých škol. V 15.40 se na Albertově nacházelo přibližně 500 až 600 lidí, ale jejich počet poměrně rychle narůstal nově příchozími. Manifestace začala v 16.00 zpěvem písně Gaudeamus igitur a projevem Martina Klímy z uskupení Nezávislých studentů. Státní bezpečnost odhadovala počet účastníků až na 15 000 lidí, ale další zdroj hovoří o davu až 50 000 lidí. V 16.40 byla tato část manifestace ukončena a pořadatelé vyzvali k pochodu na Vyšehrad ke hrobu Karla Hynka Máchy. Část lidí chtěla ale směřovat na Václavské náměstí, kam měli původně demonstrující dojít, jak hlásal leták vytištěný k manifestaci. Mezi odhodlanými byl i poručík StB Ludvík Zifčák, který byl později pokládán za mrtvého studenta Martina Šmída. Na Vyšehrad postupně dorazil dav přibližně 10 000 lidí, kteří zcela zaplnili prostranství před kostelem. V 18.15 byla demonstrace oficiálně ukončena.

Od samého začátku demonstrace docházelo ke skandování protikomunistických hesel (např. "Masaryka na stovku" či "Jakeše do koše"). Krajský tajemník KSČ Štěpán se u velitelů Sboru národní bezpečnosti (SNB) dožadoval rozehnání demonstrace, ti mu nevyhověli, neboť se drželi rozkazu z ministerstva vnitra "nezasahovat". Po skončení oficiální části demonstrace se dav neplánovaně vydal do centra města. Přibližně 5 000 lidí pokračovalo směrem na Karlovo náměstí. Ve snaze zastavit pochod přehradily bezpečnostní složky Vyšehradskou ulici, ale zadní část davu tlačila na předek, čímž došlo k nárůstu paniky a tlaku a policejní kordon byl protržen. Zablokování přístupu do centra zabránily až přivolané posily.

Zadní část průvodu se potom opět dala do pohybu a přes Plaveckou ulici pokračovala v pochodu po nábřeží Vltavy až k Národnímu divadlu. Velikost davu se odhaduje na 5 až 10 tisíc lidí. Složky Sboru národní bezpečnosti měly rozkaz zabránit průvodu cestě na Hrad či na Václavské náměstí. Přibližně v 19.12 přišel rozkaz, že se má dav na vhodném místě zablokovat. Policejní kordon zatarasil Most 1. máje, čímž zabránil davu odbočit směrem na Pražský hrad, demonstrující zahnuli na Národní třídu a za zpěvu písně "Ach synku, synku" pokračovali směrem na Václavské náměstí. V 19.25 byla kordonem přehrazena Národní třída v prostoru Perštýna. Když bylo čelo demonstrace zastaveno, účastníci si sedli na zem před pořádkové jednotky. Dívky začaly spontánně zasunovat za štíty příslušníků pohotovostního pluku květiny. Jelikož se policejní velitelé obávali opakování předchozí situace z Vyšehradské ulice, kdy dav uzávěru obešel, došlo o čtvrt hodiny později k uzavření ulic Mikulandské a Voršilské, a k zablokování ústupu Národní třídou zpět směrem k Národnímu divadlu. Přibližně 10 000 demonstrantů tak bylo uzavřeno mezi dva policejní kordony. Demonstrující pokračovali v pokojné a nenásilné demonstraci za provolávání hesel jako Máme holé ruce. V této části demonstrace byl ještě demonstrantům umožňován jednotlivě volný odchod.

Přibližně ve čtvrt na devět došlo ke změně situace, kdy již nebylo možné obklíčení opustit a policejní kordon postupující směrem od Národního divadla začal prostor zahušťovat. Pohotovostní pluk veřejné bezpečnosti a Odbor zvláštního určení (tzv. červené barety) následně začaly demonstrující surově bít obušky. Třebaže byli účastníci demonstrace vyzývání k rozchodu, jediné únikové cesty vedly skrz tzv. "uličky", kde byli demonstranti brutálně biti. Do 21.20 byla tímto způsobem demonstrace násilně rozptýlena; někteří účastníci byli následně zatčeni a naloženi do připravených autobusů. I po rozehnání demonstrace docházelo ze strany pořádkových jednotek k napadání jednotlivců či skupinek přihlížejících.

Nezávislá lékařská komise později uvedla, že 568 lidí bylo během zásahu zraněno. Část studentů, kterým se podařilo z místa utéci, zamířila do divadel, kde hovořila s herci (např. s Jaromírem Hanzlíkem, Jiřím Lábusem, Miroslavem Krobotem) o policejním zásahu na Národní třídě a projednávání vyhlášení stávky na podporu studentů. Poprvé se zde objevila zpráva o možných mrtvých lidech z řad demonstrujících.

I tak się to zaczęło.
Dodam jeszcze, że kilka tygodni temu pisałam o Janie Opletalu, a to historia baaaardzo powiązana.

Źródła:
- Wikipedia polska
- Wikipedia czeska
- plotka o śmierci studenta (jest też krótsza wersja polska)
- strona Telewizji czeskiej, gdzie jest mowa o autorce plotki

Gdyby zacząć w temacie grzebać, byłoby tysiąc linków :) A tymczasem chciałam dziś jedynie o tablicy pamiątkowej widocznej u góry :)

"Kdy - když ne teď? Kdo - když ne my?“, 17. 11. 1989
Znajduje się ona na uniwersyteckim budynku přírodovědeckých ústavů, przed którym stało podium na początku demonstracji. W zeszłym roku zajrzałam i do środka (nie wiedząc jeszcze, że to tak ważne w historii Czech miejsce, a szkoda, bo bym się więcej pokręciła).

Ale najpierw mapki. Albertov jest na Nowym Mieście. Sposób dotarcia: podjechać tramwajem do przystanku Albertov i piąć się w górę.
Niedaleko jest Muzeum Policji - pisałam kiedyś o jednym z jego eksponatów: fałszywym czołgu.


Ulica Albertov wzięła nazwę od czeskiego lekarza Eduarda Alberta (był też poetą i tłumaczem). Wzdłuż ulicy stoją budynki Uniwersytetu Karola, Politechniki i szpitala klinicznego. Wcześniej jednak były tu winnice i ogrody, dopiero w 1905 roku zaczęto wymierzać działki pod budowę. A było tu pięknie, spokojnie jak na wsi, nawet był mały staw, a także korty tenisowe.
No ale gdy w 1882 roku praski uniwersytet rozdzielił się na czeski i niemiecki i gmina szukała odpowiedniego miejsca na nowe budynki, wykupiła tutaj 12 hektarów ziemi. Budowano zresztą i w innych miejscach, to nie wystarczało. Ta nowa dzielnica uniwersytecka miała w jakiś sposób przypominać paryski Quartier Latin z Sorboną.












Dopisek
Z programu Z metropole z 16 listopada 2019 roku - link.

Hlávkova kolej czyli akademik na Nowym Mieście

Pisałam we wrześniu o szpitalu położniczym u św. Apolinarego i jego projektancie nazwiskiem Josef Hlávka. Wspomniałam wówczas, że ten architekt i budowniczy założył fundację, która wspierała wiele projektów. Jednym z nich był akademik dla niezamożnych, a wybitnych czeskojęzycznych studentów.
Akademik to po czesku kolej, czego długo nie wiedziałam, a zamiast sprawdzić w słowniku, kręciłam kółka w głowie :)
No a w sierpniu trochę przypadkiem wpadłam na ten akademik, który się zowie Hlávkova kolej. Szłam sobie ulicą Resslovą w dół ku rzece od Karláka, a po lewej stronie za kościołem zauważyłam czyjeś popiersie górujące nad budynkiem.
Karlák to oczywiście Karlovo náměstí, tak jak Václavák to Václavské náměstí, Staromák to Staroměstské náměstí, a Jiřák to náměstí Jiřího z Poděbrad. I tak dalej :)

No to już mniej więcej wiemy, gdzie kierować kroki, ale proszbardzo - mapki i czerwone kółko.


Obok jest kościół św. Wacława na Zderaze (Kostel svatého Václava na Zderaze), a Zderaz ro nazwa dawnej osady. Kościół jest ważny w dzisiejszym temacie, bowiem nowa budowla musiała się liczyć z sąsiedztwem, a więc linią ulicznej zabudowy oraz wysokością. Dlatego dwa skrzydła akademika nie są tej samej wysokości.
Ale po kolei.

W 1901 roku pan Hlávka przeznaczył 200 tys. koron na budowę. Rada miejska nie chciała być gorsza i w roku następnym ofiarowała teren. Był to pusty plac po zburzonym więzieniu. Ponadto rajcy zobowiązali się, że sfinansują doprowadzenie elektryczności. Jeszcze się do tego zbożnego dzieła dołożyły kasy oszczędności oraz osoby prywatne. I tak w 1904 roku dokonano uroczystej inauguracji akademika.
Były tam 93 pokoje dwuosobowe i 29 jednoosobowych. Była czytelnia, była biblioteka, sala gimnastyczna, laboratorium fotograficzne, sale do ćwiczeń muzycznych, gabinet lekarski. Były też oczywiście biura, mieszkania dla personelu, kuchnia, piekarnia, pralnia i suszarnia. To wszystko wyposażone w elektryczność, a na dodatek z nieczęsto wówczas widywanym ogrzewaniem centralnym!
Studenci mogli korzystać z darmowych godzin szermierki i nauki języków obcych, a za to wszystko, co wyliczyłam powyżej, plus śniadania i obiady (oraz chleb w dowolnych ilościach) płacili 12 koron miesięcznie. Ale uwaga! Pozor! Gdyby w ciągu roku akademickiego wyniki w nauce jakiegoś studenta się pogorszyły, onże był bez pardonu z akademika wyrzucany!



Fasada z popiersiem, tak jak kościół, jest w ulicy Dittrichova (a František Dittrich był, jak poucza Wikipedia, praskim starostą i założycielem Towarzystwa Statków Parowych - czy jakoś tak - więc nie od rzeczy ma ulicę położoną dość blisko Wełtawy), ale ponieważ akademik składa się właściwie z dwóch budynków, główne wejście jest od ulicy bocznej, która zowie się Jenštejnská (ta z kolei po dwóch dostojnikach, Pavel z Jenštejna i Jan z Jenštejna).
Obiecuję sobie od jakiegoś czasu, że będę sprawdzać, szukać, skąd się biorą nazwy ulic. To tak na marginesie.


Jak widać, prezentuję tutaj arcydzieła sztuki fotograficznej, ale co zrobić, nie ma możliwości odejścia na tyle daleko, żeby się to wszystko nie waliło. Widzimy, że budynek od strony Dittrichovej jest niższy o jedną kondygnację, wyrównując się właśnie z sąsiednim kościołem.

Ta jakowaś kolumna (latarnia?) należy chyba do kościoła, ale nie udało mi się nic na jej temat znaleźć.



Fasada od ulicy Dittrichovej ma i dwupiętrowy wykusz i wspomniane popiersie na szczycie i sgraffita. Pod popiersiem odpadł kawał tynku i nie wiem, czy słusznie przypuszczam, że mógł tam być zegar słoneczny (ale mógł być też orzeł, tylko po co dwa razy). Jest tam też jakoweś motto, ale dla mnie niezrozumiałe. Przez całe życie - świt - młodość - starość. Coś tam :) Chyba zapytam na Fb, może ktoś wytłumaczy :)


Akademik zaprojektował architekt Josef Fanta w stylu czeskiego renesansu. Fanta był m.in. autorem Dworca Głównego (Hlavní nádraží)!
Popiersie św. Wacława wyrzeźbił Čeněk Vosmík. Zaglądamy mimochodem na Wiki, żeby się dowiedzieć, co też jeszcze stworzył. To i owo, a św. Wacława postawił też na Hradczanach.
Kartony do sgraffita wykonał Karel Ludvík Klusáček, wszechstronny malarz i ilustrator. Są tam motywy studentów, herbów ziem czeskich, orła św. Wacława, o którym to orle (a właściwie samicy orła) właśnie się dowiedziałam, że jest herbem Przemyślidów.



A tu już stoimy na rogu Jenštejnskiej i widzimy drugą fasadę. Też ma dwupiętrowy wykusz, tyle że dwuboczny. I też jest bogato zdobiona sgraffitem.






Trochę detali.






Tu już wyraźnie widać napis - Dom studencki czeskich uczelni.



A tu mamy wejście do akademika, ciągle pełniącego tę funkcję oraz jednocześnie hostelu.


Na murze są dwie tablice. Jedna poświęcona jest fundacji Josefa Hlávki.

Druga natomiast informuje, że tutaj mieszkał student Jan Opletal, ważna postać w dziejach Czech.
Zacytuję polską Wikipedię:
Jan Opletal (ur. 1 stycznia 1915 w miejscowości Lhota nad Moravou, zm. 11 listopada 1939 w Pradze) – student medycyny na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Karola w Pradze. W semestrze zimowym 1936-37 zaczął studiować medycynę.
Dnia 28 października 1939, w 21 rocznicę utworzenia niepodległej Czechosłowacji w okupowanej przez Niemców Pradze doszło do antynazistowskich manifestacji i niepokojów, w których wziął udział Opletal. Podczas tłumienia demonstracji na ulicy Žitnej został on postrzelony w brzuch. Został szybko zoperowany, jednak po 2 tygodniach, 11 listopada 1939 zmarł w wyniku zapalenia otrzewnej.
W uroczystościach żałobnych ku czci Opletala dnia 15 listopada uczestniczyły tysiące czeskich studentów. Uroczystość zmieniła się w kolejną antynazistowską manifestację.
W ramach represji niemiecki protektor Czech i Moraw Konstantin von Neurath nakazał zamknąć wszystkie czeskie uniwersytety. Ponad dwa tysiące studentów wysłano do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen, dziewięciu studentów i członków organizacji studenckich zamordowano 17 listopada.

Ale to nie wszystko, bowiem oto 17 listopada 1989 roku, w 50-tą rocznicę tych wydarzeń, zorganizowano legalną uroczystość, która jednak przekształciła się w antykomunistyczną demonstrację. Milicja rozpędziła uczestników, ponad 500 z nich raniąc, a wiele aresztując. W odpowiedzi studenci ogłosili strajk, odbywały się masowe protesty, powstało Forum Obywatelskie pod wodzą Havla i tak zaczęła się aksamitna rewolucja.


Jakie były dalsze dzieje akademika? W 1954 roku budynek zaanektowało państwo. Choć, jak pisałam poprzednio, Fundacji dzięki świetnie skontruowanemu aktowi założycielskiemu nie udało się zlikwidować. W 1975 dobudowano piętro na poddaszu. Obecnie akademik jest własnością ČVUT czyli Politechniki Praskiej (České vysoké učení technické v Praze), założonej w 1707 roku - najstarszej cywilnej uczelni technicznej w świecie.
Akademik jest finansowany przede wszystkim dochodami z zamku Hlávki w Lužanach oraz budynków Fundacji w ulicy Vodičkovej.

Wtarabaniłam się do środka, więc mogłam również zobaczyć popiersie fundatora.
Zajrzałam też na taras, oddzielający akademik od kościoła.

Usiłowałam również porozmawiać z pracownikiem portierni, ale nie był zbyt uprzejmy. Chciałam się dowiedzieć o możliwość wynajęcia pokoju, odesłał mnie na booking.com. Ale zafasowałam broszurkę ČVUT-u z ofertą noclegową.
Po powrocie do Polski szukałam ceny, żadna możliwość rezerwacji na booking się nie objawiła, za to poczytałam opinie użytkowników... i przyznam, że się lekko zniechęciłam. Brud, smród i ubóstwo - wynika z nich. To, że wyposażenie jest z czasów komuny, specjalnie mi nie przeszkadza, nie szukam luksusów... ale wystające sprężyny z materaca, kłęby nie-wiadomo-czego pod prysznicem, niedomykające się okna etc. - no, to nie zachęca. Narzekają też na nieuprzejmą obsługę.
Szkoda, bo na maj mam rezerwację, ale na sierpień jeszcze nie i myślałam sobie, jak by to było fajnie w takim miejscu z historią mieszkać.
A ceny w końcu znalazłam w internecie - 500 koron w sierpniu. Taniej niż u dominikanów. Szukam oszczędności, ale nie do tego stopnia :(

Informacje do dzisiejszej notki znalazłam w posiadanych książkach:
- Slavné stavby Prahy 2 (odkryłam też stronę, gdzie można to wydawnictwo ściągnąć czy przeczytać online, ale trzeba się zarejestrować, nie wiem, czy coś więcej)
- Pražské domy vyprávějí... II, to już tylko do zdobycia antykwarycznie

W tej ostatniej jest sporo różnych ciekawostek, które tu powinnam dołączyć - nie zrobię tego jednak, bo gdybym mimo wszystko kiedyś zdecydowała się tam zatrzymać, będę je miała jak znalazł do następnej opowieści :)

Trochę info o historii akademika można znaleźć na stronie Encyklopedii Pragi 2 - tutaj. Dość zacna stronka, warto ją przejrzeć.
Kilka starych fotografii jest tutaj.
A tu z kolei jest fragment książki, którą mam w domu, ale nie przyszło mi do głowy tam zajrzeć :)
Na zakończenie dodam, że to już drugie moje spotkanie z akademikami ČVUT - pierwsze było dwa lata temu w Podolí - a tu jest z niego relacja.

Zdjęcia z 9 sierpnia 2019 roku.

Porodówka u Apolinarego


Jeszcze nie pisałam o porodówce, którą oglądałam w zeszłym roku, a już kolejna się napatoczyła :)
Całe dopołudnie spacerowałyśmy z Věrą po Folimance i okolicach, a na sam koniec doszłyśmy ulicą Ke Karlovu do szpitala położniczego. W tych okolicach jest cały kompleks budynków szpitalnych.
Na mapkach zaznaczyłam miejsce na czerwono.
Naprawdę nie wiem, dlaczego mi szpital wyświetla po niemiecku!

Gdyby znalazł się ktoś, kto śledzi mój blog i to uważnie (ha ha), skojarzy, że już byłam w tej okolicy, mianowicie zwiedzając Muzeum Policji - tutaj link.
Ponieważ szłyśmy właśnie z tamtej strony, oto widoki z ulicy Ke Karlovu.






Ale adres szpitala to ul. Apolinářská, wywodząca swe miano od kościoła św. Apolinarego. Ulica jest krótka, nieco ponad pół kilometra sobie mierzy, ale za to stroma - między dołem a górą jest 36 metrów różnicy!

Miałam już rok temu podejście od drugiej strony, ale też nie udało się zrobić zdjęcia całości, trzeba chyba przyjść po południu. Tymczasem więc dwa spojrzenia w górę przed wejściem na detale architektoniczne i hop do środka.


A, jeszcze tablica, z której dowiadujemy się, kto szpital zaprojektował.
Szpital jest zabytkiem kultury, a jednocześnie najstarszym położniczym obiektem szpitalnym w Czechach i jednym z najdłużej działających bez przerwy w świecie. Nazywa się Zemská porodnice u Apolináře, a powstał w latach 1865-1875.
Plany nakreślił Josef Hlávka, zacna postać w czeskich dziejach, bo był nie tylko architektem, budowniczym, przedsiębiorcą, ale i mecenasem, założycielem Czeskiej Akademii Nauk, a cały swój majątek przeznaczył dla fundacji, mającej wspierać rozmaite projekty. Dbał o los studentów w Pradze, z jego inicjatywy powstał akademik - Hlávkova kolej - też tam byłam w sierpniu, dopytując się o możliwość zamieszkania na dwa tygodnie w przyszłym roku. Co ciekawe, ta jego fundacja była tak znakomicie skonstruowana prawnie, że przetrwała i nazizm i komunizm i działa w dalszym ciągu, będąc najstarszą fundacją działającą nieprzerwanie w Czechach.

Zajrzałyśmy do środka. Na portierni urzędowała miła pani, z którą ucięłyśmy sobie pogawędkę dla obłaskawienia :)
Widać, że nie tylko z zewnątrz budynek został zaprojektowany w neogotyckim stylu, tak bardzo kojarzącym się z angielskimi koledżami. Czekał nas również polski akcent. Zajrzałyśmy do korytarzy, a potem wyszłyśmy na dziedziniec.




Zaraz przy drzwiach do atrium stoi pomnik - popiersie Ignaza Semmelweisa. Oczywiście nic mi to nazwisko nie mówiło, teraz dopiero czytam i dowiaduję się, że to bardzo interesująca postać była - węgierski lekarz z XIX wieku, który jako pierwszy walczył z gorączką połogową wykrywszy, że dochodzi do niej przez zakażenie (lekarze i studenci biorący udział w sekcjach zwłok nie myli rąk i przechodzili do odbierania porodów). Postulował więc odkażanie rąk, co środowisko medyczne przez długi czas bojkotowało. Warto o tym poczytać - jest hasło na polskiej Wikipedii.
I w ten właśnie sposób - walką z gorączką połogową - Semmelweis wpisał się do dziejów szpitala położniczego św. Apolinarego w Pradze. Albowiem architekt Josef Hlávka bardzo starannie przygotował się do pracy nad projektem szpitala, przestudiował plany wielu szpitali zagranicznych, przeczytał podręczniki położnictwa i wymyślił, że budynek będzie złożony z sześciu pawilonów, połączonych ze sobą korytarzami, ale dających możliwość odizolowania w przypadku epidemii.
Nieotynkowana czerwona cegła też miała uzasadnienie medyczne, uważano bowiem, że jest bezpieczniejsza z punktu widzenia przenoszenia infekcji.
Tak więc Hlávka zrobił wszystko, by jak najbardziej ograniczyć grasującą w owych czasach gorączkę połogową (po czesku: horečka omladnic), zbierającą śmiertelne żniwo wśród położnic.





Budowa szpitala przeciągnęła się znacznie ze względu na wojnę austriacko-pruską i jej konsekwencje (początkowo myślano, że w 4 lata wszystko będzie gotowe). To podrożyło też koszty do ogromnej sumy 946 tysięcy złotych. W międzyczasie architekt uległ paraliżowi (prawdopodobnie na skutek przepracowania), znalazł się na wózku inwalidzkim i przeniósł do swego zamku poza Pragą. Dyrygował jednak dalej pracami przez zaufanego budowniczego.
Szpital otwarto w 1875 roku, a 28 kwietnia tego roku miejscowa gazeta donosiła, że urodziła się tam pierwsza dziewczynka. Dziś w tym miejscu na świat przychodzi corocznie około 4,5 tysiąca dzieci.




Wróciłyśmy do pani portierki dopytać o kaplicę. Bowiem najciekawszą architektonicznie częścią szpitala jest kaplica św. Krzyża (kaple svatého Kříže) na I piętrze. Kaplica w sezonie wakacyjnym nie funkcjonuje, więc nie udało się tam zajrzeć. Obiecuję sobie, że w maju przyszłego roku wpadnę na chwilę, tym bardziej, że w środku znajduje się pomnik architekta.
No ale wspięłyśmy się na to I piętro piękną klatką schodową i zostałyśmy nagrodzone pięknym obrazkiem korytarza z panami - kandydatami na świeżych tatusiów :)
No, raczej się nie miało poczucia przebywania w szpitalu!










Z ciekawostek warto jeszcze dodać, że zaraz po otwarciu szpital posiadał specjalny oddział dla tajnych porodów :) Korzystały z niego damy ze śmietanki towarzyskiej, którym przytrafiła się niechciana ciąża. Wysiadały z karety dokładnie zawoalowane prosto przed niepozornymi bocznymi drzwiami, gdzie już na nie czekano i prowadzono do specjalnego pokoju. Ile szlacheckich i mieszczańskich córek urodziło dzieci w tej najnowocześniejszej wówczas porodówce Europy nikt nie wie. Personel profesjonalnie milczał. O nazwisko też nie pytano.
Wspomnę też o tym, że szpital zapewniał nie tylko dyskrecję bogatym, ale i opiekę ubogim matkom, często samotnym.
Co działo się z dziećmi? Wystarczyło je podrzucić pod drzwi. Szpital wyszukiwał dla nich mamki czy rodziny, które za pieniądze podejmowały się opieki nad podrzutkiem. Często w odległych gminach. Te odchowane już dzieci szły jednak w dalsze życie z nielekkim piętnem podrzutka...

Wspomniałam o czerwonej cegle, z której zbudowano szpital. Cóż, dziś już ta na zewnątrz nie jest czerwona, przez 144 lata istnienia szpitala nabrała brązowej barwy... ale przez długie lata nazywano to miejsce Czerwonym Domem (Červený dům) albo wręcz Cegielnią (Cihelna). Nie było to jedyne przezwisko. Dům vzdechů czyli dom westchnień - tak też o szpitalu mawiano, ze względu na wspomniane wyżej niezbyt radosne losy samotnych matek czy porzucanych dzieci.




Linki:
- info na Wikipedii o szpitalu
- tamże o jego budowniczym
- strona szpitala, ale ta turyście raczej nie będzie potrzebna :) chyba że turysta przeczyta sobie artykulik o historii tego miejsca
- o kaplicy, do której się nie dostałyśmy
- nieco o współczesności szpitala na stronie radia
- artykuł z dziennika Metro
- o tajnych drzwiczkach :)


Na koniec o domu podrzutków, który funkcjonował wcześniej przy tej samej ulicy. Nie wiem, który to był dom i czy wobec tego jeszcze istnieje...

Zdjęcia z dnia 9 sierpnia 2019 roku. A poniżej fota z ulicy Apolinářskiej z sierpnia 2018 roku, ilustrująca choć częściowo jej stromość. 



 

W programie Z metropole z dnia 22 stycznia 2022 roku jest materiał o porodówkach praskich (klik).

Willa Karla Fischera

W maju zeszłego roku miałam zapisaną w zeszycie tę willę, o której czytałam w książce  Slavné vily Prahy 6 - Střešovice (str. 216) . I sukc...