Pisałam we wrześniu o szpitalu położniczym u św. Apolinarego i jego projektancie nazwiskiem Josef Hlávka. Wspomniałam wówczas, że ten architekt i budowniczy założył fundację, która wspierała wiele projektów. Jednym z nich był akademik dla niezamożnych, a wybitnych czeskojęzycznych studentów.
Akademik to po czesku kolej, czego długo nie wiedziałam, a zamiast sprawdzić w słowniku, kręciłam kółka w głowie :)
No a w sierpniu trochę przypadkiem wpadłam na ten akademik, który się zowie Hlávkova kolej. Szłam sobie ulicą Resslovą w dół ku rzece od Karláka, a po lewej stronie za kościołem zauważyłam czyjeś popiersie górujące nad budynkiem.
Karlák to oczywiście Karlovo náměstí, tak jak Václavák to Václavské náměstí, Staromák to Staroměstské náměstí, a Jiřák to náměstí Jiřího z Poděbrad. I tak dalej :)
No to już mniej więcej wiemy, gdzie kierować kroki, ale proszbardzo - mapki i czerwone kółko.
Obok jest kościół św. Wacława na Zderaze (Kostel svatého Václava na Zderaze), a Zderaz ro nazwa dawnej osady. Kościół jest ważny w dzisiejszym temacie, bowiem nowa budowla musiała się liczyć z sąsiedztwem, a więc linią ulicznej zabudowy oraz wysokością. Dlatego dwa skrzydła akademika nie są tej samej wysokości.
Ale po kolei.
W 1901 roku pan Hlávka przeznaczył 200 tys. koron na budowę. Rada miejska nie chciała być gorsza i w roku następnym ofiarowała teren. Był to pusty plac po zburzonym więzieniu. Ponadto rajcy zobowiązali się, że sfinansują doprowadzenie elektryczności. Jeszcze się do tego zbożnego dzieła dołożyły kasy oszczędności oraz osoby prywatne. I tak w 1904 roku dokonano uroczystej inauguracji akademika.
Były tam 93 pokoje dwuosobowe i 29 jednoosobowych. Była czytelnia, była biblioteka, sala gimnastyczna, laboratorium fotograficzne, sale do ćwiczeń muzycznych, gabinet lekarski. Były też oczywiście biura, mieszkania dla personelu, kuchnia, piekarnia, pralnia i suszarnia. To wszystko wyposażone w elektryczność, a na dodatek z nieczęsto wówczas widywanym ogrzewaniem centralnym!
Studenci mogli korzystać z darmowych godzin szermierki i nauki języków obcych, a za to wszystko, co wyliczyłam powyżej, plus śniadania i obiady (oraz chleb w dowolnych ilościach) płacili 12 koron miesięcznie. Ale uwaga! Pozor! Gdyby w ciągu roku akademickiego wyniki w nauce jakiegoś studenta się pogorszyły, onże był bez pardonu z akademika wyrzucany!
Fasada z popiersiem, tak jak kościół, jest w ulicy Dittrichova (a František Dittrich był, jak poucza Wikipedia, praskim starostą i założycielem Towarzystwa Statków Parowych - czy jakoś tak - więc nie od rzeczy ma ulicę położoną dość blisko Wełtawy), ale ponieważ akademik składa się właściwie z dwóch budynków, główne wejście jest od ulicy bocznej, która zowie się Jenštejnská (ta z kolei po dwóch dostojnikach, Pavel z Jenštejna i Jan z Jenštejna).
Obiecuję sobie od jakiegoś czasu, że będę sprawdzać, szukać, skąd się biorą nazwy ulic. To tak na marginesie.
Jak widać, prezentuję tutaj arcydzieła sztuki fotograficznej, ale co zrobić, nie ma możliwości odejścia na tyle daleko, żeby się to wszystko nie waliło. Widzimy, że budynek od strony Dittrichovej jest niższy o jedną kondygnację, wyrównując się właśnie z sąsiednim kościołem.
Ta jakowaś kolumna (latarnia?) należy chyba do kościoła, ale nie udało mi się nic na jej temat znaleźć.
Fasada od ulicy Dittrichovej ma i dwupiętrowy wykusz i wspomniane popiersie na szczycie i sgraffita. Pod popiersiem odpadł kawał tynku i nie wiem, czy słusznie przypuszczam, że mógł tam być zegar słoneczny (ale mógł być też orzeł, tylko po co dwa razy). Jest tam też jakoweś motto, ale dla mnie niezrozumiałe. Przez całe życie - świt - młodość - starość. Coś tam :) Chyba zapytam na Fb, może ktoś wytłumaczy :)
Akademik zaprojektował architekt Josef Fanta w stylu czeskiego renesansu. Fanta był m.in. autorem Dworca Głównego (Hlavní nádraží)!
Popiersie św. Wacława wyrzeźbił Čeněk Vosmík. Zaglądamy mimochodem na Wiki, żeby się dowiedzieć, co też jeszcze stworzył. To i owo, a św. Wacława postawił też na Hradczanach.
Kartony do sgraffita wykonał Karel Ludvík Klusáček, wszechstronny malarz i ilustrator. Są tam motywy studentów, herbów ziem czeskich, orła św. Wacława, o którym to orle (a właściwie samicy orła) właśnie się dowiedziałam, że jest herbem Przemyślidów.
A tu już stoimy na rogu Jenštejnskiej i widzimy drugą fasadę. Też ma dwupiętrowy wykusz, tyle że dwuboczny. I też jest bogato zdobiona sgraffitem.
Trochę detali.
Tu już wyraźnie widać napis - Dom studencki czeskich uczelni.
A tu mamy wejście do akademika, ciągle pełniącego tę funkcję oraz jednocześnie hostelu.
Na murze są dwie tablice. Jedna poświęcona jest fundacji Josefa Hlávki.
Druga natomiast informuje, że tutaj mieszkał student Jan Opletal, ważna postać w dziejach Czech.
Zacytuję polską Wikipedię:
Jan Opletal (ur. 1 stycznia 1915 w miejscowości Lhota nad Moravou, zm. 11 listopada 1939 w Pradze) – student medycyny na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Karola w Pradze. W semestrze zimowym 1936-37 zaczął studiować medycynę.
Dnia 28 października 1939, w 21 rocznicę utworzenia niepodległej Czechosłowacji w okupowanej przez Niemców Pradze doszło do antynazistowskich manifestacji i niepokojów, w których wziął udział Opletal. Podczas tłumienia demonstracji na ulicy Žitnej został on postrzelony w brzuch. Został szybko zoperowany, jednak po 2 tygodniach, 11 listopada 1939 zmarł w wyniku zapalenia otrzewnej.
W uroczystościach żałobnych ku czci Opletala dnia 15 listopada uczestniczyły tysiące czeskich studentów. Uroczystość zmieniła się w kolejną antynazistowską manifestację.
W ramach represji niemiecki protektor Czech i Moraw Konstantin von Neurath nakazał zamknąć wszystkie czeskie uniwersytety. Ponad dwa tysiące studentów wysłano do obozu koncentracyjnego w Sachsenhausen, dziewięciu studentów i członków organizacji studenckich zamordowano 17 listopada.
Ale to nie wszystko, bowiem oto 17 listopada 1989 roku, w 50-tą rocznicę tych wydarzeń, zorganizowano legalną uroczystość, która jednak przekształciła się w antykomunistyczną demonstrację. Milicja rozpędziła uczestników, ponad 500 z nich raniąc, a wiele aresztując. W odpowiedzi studenci ogłosili strajk, odbywały się masowe protesty, powstało Forum Obywatelskie pod wodzą Havla i tak zaczęła się aksamitna rewolucja.
Jakie były dalsze dzieje akademika? W 1954 roku budynek zaanektowało państwo. Choć, jak pisałam poprzednio, Fundacji dzięki świetnie skontruowanemu aktowi założycielskiemu nie udało się zlikwidować. W 1975 dobudowano piętro na poddaszu. Obecnie akademik jest własnością ČVUT czyli Politechniki Praskiej (České vysoké učení technické v Praze), założonej w 1707 roku - najstarszej cywilnej uczelni technicznej w świecie.
Akademik jest finansowany przede wszystkim dochodami z zamku Hlávki w Lužanach oraz budynków Fundacji w ulicy Vodičkovej.
Wtarabaniłam się do środka, więc mogłam również zobaczyć popiersie fundatora.
Zajrzałam też na taras, oddzielający akademik od kościoła.
Usiłowałam również porozmawiać z pracownikiem portierni, ale nie był zbyt uprzejmy. Chciałam się dowiedzieć o możliwość wynajęcia pokoju, odesłał mnie na booking.com. Ale zafasowałam broszurkę ČVUT-u z ofertą noclegową.
Po powrocie do Polski szukałam ceny, żadna możliwość rezerwacji na booking się nie objawiła, za to poczytałam opinie użytkowników... i przyznam, że się lekko zniechęciłam. Brud, smród i ubóstwo - wynika z nich. To, że wyposażenie jest z czasów komuny, specjalnie mi nie przeszkadza, nie szukam luksusów... ale wystające sprężyny z materaca, kłęby nie-wiadomo-czego pod prysznicem, niedomykające się okna etc. - no, to nie zachęca. Narzekają też na nieuprzejmą obsługę.
Szkoda, bo na maj mam rezerwację, ale na sierpień jeszcze nie i myślałam sobie, jak by to było fajnie w takim miejscu z historią mieszkać.
A ceny w końcu znalazłam w internecie - 500 koron w sierpniu. Taniej niż u dominikanów. Szukam oszczędności, ale nie do tego stopnia :(
Informacje do dzisiejszej notki znalazłam w posiadanych książkach:
- Slavné stavby Prahy 2 (odkryłam też stronę, gdzie można to wydawnictwo ściągnąć czy przeczytać online, ale trzeba się zarejestrować, nie wiem, czy coś więcej)
- Pražské domy vyprávějí... II, to już tylko do zdobycia antykwarycznie
W tej ostatniej jest sporo różnych ciekawostek, które tu powinnam dołączyć - nie zrobię tego jednak, bo gdybym mimo wszystko kiedyś zdecydowała się tam zatrzymać, będę je miała jak znalazł do następnej opowieści :)
Trochę info o historii akademika można znaleźć na stronie Encyklopedii Pragi 2 - tutaj. Dość zacna stronka, warto ją przejrzeć.
Kilka starych fotografii jest tutaj.
A tu z kolei jest fragment książki, którą mam w domu, ale nie przyszło mi do głowy tam zajrzeć :)
Na zakończenie dodam, że to już drugie moje spotkanie z akademikami ČVUT - pierwsze było dwa lata temu w Podolí - a tu jest z niego relacja.
Zdjęcia z 9 sierpnia 2019 roku.
Willa prof. Hynka Pelca na Barrandovie
W niedzielny sierpniowy poranek wybrałam się na spacer wśród willi na Barrandovie. Taki pierwszy rekonesans.
Niewiele wiedziałam - że niegdyś był to niezagospodarowany teren na obrzeżach Pragi, że w latach 20-tych praski przedsiębiorca budowlany Václav Maria Havel (ojciec przyszłego prezydenta) zaczął pisać historię tego miejsca, zainspirowawszy się podróżą po uniwersytetach amerykańskich i ujrzeniem dzielnic zamieszkałych przez bogaczy kalifornijskich. Postanowił stworzyć taką dzielnicę w Pradze, skupił skaliste tereny po lewej stronie Wełtawy i doprowadził do wzniesienia ekskluzywnych domów na 200 działkach. Mało tego, wybudował również wspaniały obiekt rekreacyjno-wypoczynkowy o nazwie Barrandovské terasy.
Ten teren nazywał się wcześniej Habrová, a Havel zmienił jego nazwę na Barrandov, od nazwiska francuskiego geologa Joachima Barrande. No a jego brat Miloš Havel założył z kolei wielkie studio filmowe Barrandov, to już chyba każdy, kto oglądał czeskie filmy, zna :)
O tym wszystkim postaram się kiedyś napisać szerzej, natomiast dziś krótka migawka z przechadzki, a właściwie jednego przystanku podczas przechadzki.
Najpierw mapki. Zaznaczyłam czerwonymi kółkami miejsce. Dojazd - metrem na Smíchov, a stamtąd autobusem 105 bodajże trzy przystanki, do Barrandovská.
Przystanek widać na prawo od kółka. Dodam, że autobus jeździ na okrętkę, a nie w obie strony.
Moja przechadzka miała być pierwszą, ale nie ostatnią, i tak - mam nadzieję - się stanie w przyszłości, już po naczytaniu się na temat. Tymczasem chodziłam sobie ulicami, usiłując coś dojrzeć przez ogrodzenia domów.
I tak znalazłam się na ulicy o nazwie Filmařská, jak że by inaczej się miała zwać, skoro w pobliżu mieści się to najsłynniejsze studio filmowe w Czechach.
Szłam więc sobie tą ulicą, gdy nagle, na zakręcie, wyłoniła się jakaś goła kobitka. Zaznaczam, że goła, nie bez kozery - znajoma, z którą dzieliłam pokój w Pradze w tym roku w sierpniu, przyglądając się jakiejś rzeźbie, zapytała właśnie, dlaczego ona jest goła :) Do tej pory nie wiem, czy pytanie było żartem, czy na serio :)
Im bardziej się zbliżałam, tym bardziej była goła :)
Najwyraźniej strzegła wejścia do domu.
Oczywiście nie miałam zielonego pojęcia, co to za dom, kto w nim kiedyś mieszkał, kto mieszka dziś.
Dopiero teraz zrobiłam mały research w internecie i wiem już więcej. Ba, teraz dopiero, ślepota jedna (moja córka wie, jaka ja jestem mało spostrzegawcza, jak nie wiem, że mam czegoś szukać, to sama z siebie nie zauważę) dostrzegam na jednym ze zdjęć drugi posąg... wycięłam go tutaj:
Mogłam przecież postarać się go wyzoomować i jakoś sensownie ująć :(
Więc kiedyś.
Tymczasem dzielę się świeżą wiedzą.
Otóż ten dom przy ul. Filmařská 337/4 to tzw. vila Pelce. Nawet ma hasło na Wiki.
Kim był Pelc?
Hynek Pelc (1895-1942) był lekarzem. Po powrocie z studyjnej podróży do USA pracował w Ministerstwie Zdrowia. W 1935 roku został profesorem na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Karola. Podjął pracę w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego i stworzył tam od podstaw Zakład Higieny Społecznej. Podczas okupacji niemieckiej został usunięty ze stanowiska, a w okresie Heydrichiády (czyli ciężkich represji po zamachu na Heidricha) został zatrzymany przez tajną policję niemiecką i rozstrzelany na strzelnicy w Kobylisach.
/co mi przypomina, że czas się tam wybrać/
Żona Pelca, Lila Navrátilová, była również lekarzem.
I teraz tak: w latach 30-tych Pelc zamówił projekt willi, którą chciał postawić sobie na Barrandovie, u architekta Vladimíra Grégra.
Vladimír Grégr był wówczas dość młodym człowiekiem, uczniem Gočára, a dla Havla postawił cały szereg domów i nie tylko. Nieco szerzej piszą o jego twórczości tutaj. I o tym, że kto wie, czego by jeszcze dokonał, gdyby nie wojna - ponieważ brał udział w ruchu oporu, został przez Niemców aresztowany, uwięziony, a na koniec zamordowany. Doczekał się monografii, którą można ściągnąć i przeczytać z tej to strony (ściągnęłam, ale na razie odszukałam tylko fragment, gdzie mowa jest o willi Pelca, akurat bardzo mało).
Więc, że mało. Autorka tej monografii nie jest nawet pewna, że właścicielem willi był rzeczywiście Pelc. Że najprawdopodobniej, ale nie ma dokumentów na to, a raczej nie ma do nich aktualnie dostępu, co jest skutkiem powodzi z 2002 roku.
W każdym razie willę wybudowano w latach 1934-1935. Jest to dom rodzinny parterowy z mieszkalnym poddaszem. Stromy dach tworzy cztery wielkie lukarny na wszystkie strony świata. Architekt zastosował charakterystyczny mur pruski, a nie zapomniał o detalach jak ozdobne kraty i okiennice na niektórych oknach. Ogólnie budynek stwarza romantyczne wrażenie wiejskiej siedziby.
No i dochodzimy do clou czyli rzeźb. Przy wejściu ustawiono posąg Ewy, kórej autorem był rzeźbiarz Josef Pekárek, wykonał on kopię rzeźby Wełtawy, znajdującej się na wyspie Dětský ostrov.
Dalej jest posąg nagiego mężczyzny, a w ogrodzie są jeszcze inne rzeźby. Na jednym ze zdjęć wyżej wypatrzyłam nad furtką kawałek lwa :)
Na stronie Prázdné domy willa prof. Pelca doczekała się swego rekordu, bowiem jest niezamieszkana. Co nie oznacza, że bez właściciela. Willę około 2000 roku kupił obywatel niemiecki, podpisując w umowie zobowiązanie, że owe rzeźby w ogrodzie pozostaną nienaruszone. Od kogo kupił, nie wiadomo. Jedyna wzmianka o kolejnym po Pelcu właścicielu dotyczy... Josefa Goebbelsa, który miał tu mieć swą siedzibę!
Natomiast co się działo po wojnie - cisza.
Ale znalazłam opowieść sąsiada przez płot, o tym, jak to pewnego dnia zobaczył wysiadające z taksówki przed bramą willi trzy bardzo eleganckie starsze damy z kuframi. Wraz z żoną chciał się z nimi przywitać, ucieszony, że wreszcie ktoś w niszczejącej willi zamieszka i będzie się o nią starał. Jednakże starsze panie mówiły po niemiecku, zresztą w ogóle nie zdradzały chęci żadnej rozmowy. Podobnie było następnego dnia, gdy wygrzewały się w słońcu w ogrodzie. Komunikację łamaną włoszczyzną udało się nawiązać dopiero trzeciego dnia, gdy damy znalazły się w potrzebie. Otóż miały właśnie odjechać na lotnisko, gdy okazało się, że są zamknięte. Kto chce dowiedzieć się, co się stało i jak się ta historia skończyła, musi zerknąć na stronę o Barrandovie - a jest to dość zabawna historia - Absurdní příběh tří elegantních dam, jenž se odehrál v léta opuštěné vile Filmařská 4.
Za to zdradzę z tej opowieści jeszcze jedno - otóż jedna z dam była krewną właściciela willi. Tenże, bardzo bogaty człowiek, mieszka w Południowej Ameryce. Willę w Pradze dawno temu kupił, ale swoje interesy w Czechach zakończył. Willi nie wynajmuje, bo mu za te drobne się nie opłaca z tym użerać. Gdy się ciotka wybierała do Pragi, zaproponował jej, by tam zajrzała, więc damy postanowiły oszczędzić na hotelu...
I jeszcze jedno - mój ulubieniec Zdeněk Lukeš też skrobnął artykuł o architekcie, tak że proszbardzo!
Ale ale.
Ja tu, że pojechałam bez przygotowania... no, niby tak, ale częściowo. Bo ja bardzo lubię przez dziewięć miesięcy szykować sobie zeszycik na Pragę, gdzie wpisuję, wklejam etc. I proszę, tutaj sobie wkleiłam powiększone ksero mapy z Barrandovem, żeby nie musieć na miejscu z jakąś mapą się tarabanić, rozkładać, składać, szukać tych drobnych literek.
Ci, co moje zeszyty oglądali, niby się zachwycają ("gdybym ja była taka porządna i systematyczna, to bym nie szukała już od dwóch tygodni notatek"), ale podejrzewam, że po cichutku myślą sobie co za wariatka szurnięta. Ja się jednak nie przejmuję i na maj 2020 już też mam założony. Mam też wypraktykowane, że zeszyt 32-kartkowy jest trochę za cienki, a z kolei 60-kartkowy za gruby - w końcu noszę go zawsze ze sobą podczas wyjazdu. Na dziale papierniczym pewnej księgarni (nie powiem gdzie, żeby mi nikt nie wykupił) odkryłam zeszyty dziwne, bo 40-kartkowe (Pigna). Tylko już ich tam niewiele zostało, powinnam wziąć na zapas. Jedyne, co mnie wstrzymuje, to że liczę jednak na nową dostawę w innych okładkach, bo nie chciałabym mieć wszystkich takich samych. No nic, na 2020 już mam, i na maj i na sierpień, a co będzie dalej, zobaczymy :)
Zdjęcia z 11 sierpnia 2019 roku
Niewiele wiedziałam - że niegdyś był to niezagospodarowany teren na obrzeżach Pragi, że w latach 20-tych praski przedsiębiorca budowlany Václav Maria Havel (ojciec przyszłego prezydenta) zaczął pisać historię tego miejsca, zainspirowawszy się podróżą po uniwersytetach amerykańskich i ujrzeniem dzielnic zamieszkałych przez bogaczy kalifornijskich. Postanowił stworzyć taką dzielnicę w Pradze, skupił skaliste tereny po lewej stronie Wełtawy i doprowadził do wzniesienia ekskluzywnych domów na 200 działkach. Mało tego, wybudował również wspaniały obiekt rekreacyjno-wypoczynkowy o nazwie Barrandovské terasy.
Ten teren nazywał się wcześniej Habrová, a Havel zmienił jego nazwę na Barrandov, od nazwiska francuskiego geologa Joachima Barrande. No a jego brat Miloš Havel założył z kolei wielkie studio filmowe Barrandov, to już chyba każdy, kto oglądał czeskie filmy, zna :)
O tym wszystkim postaram się kiedyś napisać szerzej, natomiast dziś krótka migawka z przechadzki, a właściwie jednego przystanku podczas przechadzki.
Najpierw mapki. Zaznaczyłam czerwonymi kółkami miejsce. Dojazd - metrem na Smíchov, a stamtąd autobusem 105 bodajże trzy przystanki, do Barrandovská.
Przystanek widać na prawo od kółka. Dodam, że autobus jeździ na okrętkę, a nie w obie strony.
Moja przechadzka miała być pierwszą, ale nie ostatnią, i tak - mam nadzieję - się stanie w przyszłości, już po naczytaniu się na temat. Tymczasem chodziłam sobie ulicami, usiłując coś dojrzeć przez ogrodzenia domów.
I tak znalazłam się na ulicy o nazwie Filmařská, jak że by inaczej się miała zwać, skoro w pobliżu mieści się to najsłynniejsze studio filmowe w Czechach.
Szłam więc sobie tą ulicą, gdy nagle, na zakręcie, wyłoniła się jakaś goła kobitka. Zaznaczam, że goła, nie bez kozery - znajoma, z którą dzieliłam pokój w Pradze w tym roku w sierpniu, przyglądając się jakiejś rzeźbie, zapytała właśnie, dlaczego ona jest goła :) Do tej pory nie wiem, czy pytanie było żartem, czy na serio :)
Im bardziej się zbliżałam, tym bardziej była goła :)
Najwyraźniej strzegła wejścia do domu.
Oczywiście nie miałam zielonego pojęcia, co to za dom, kto w nim kiedyś mieszkał, kto mieszka dziś.
Dopiero teraz zrobiłam mały research w internecie i wiem już więcej. Ba, teraz dopiero, ślepota jedna (moja córka wie, jaka ja jestem mało spostrzegawcza, jak nie wiem, że mam czegoś szukać, to sama z siebie nie zauważę) dostrzegam na jednym ze zdjęć drugi posąg... wycięłam go tutaj:
Mogłam przecież postarać się go wyzoomować i jakoś sensownie ująć :(
Więc kiedyś.
Tymczasem dzielę się świeżą wiedzą.
Otóż ten dom przy ul. Filmařská 337/4 to tzw. vila Pelce. Nawet ma hasło na Wiki.
Kim był Pelc?
Hynek Pelc (1895-1942) był lekarzem. Po powrocie z studyjnej podróży do USA pracował w Ministerstwie Zdrowia. W 1935 roku został profesorem na Wydziale Lekarskim Uniwersytetu Karola. Podjął pracę w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego i stworzył tam od podstaw Zakład Higieny Społecznej. Podczas okupacji niemieckiej został usunięty ze stanowiska, a w okresie Heydrichiády (czyli ciężkich represji po zamachu na Heidricha) został zatrzymany przez tajną policję niemiecką i rozstrzelany na strzelnicy w Kobylisach.
/co mi przypomina, że czas się tam wybrać/
Żona Pelca, Lila Navrátilová, była również lekarzem.
I teraz tak: w latach 30-tych Pelc zamówił projekt willi, którą chciał postawić sobie na Barrandovie, u architekta Vladimíra Grégra.
Vladimír Grégr był wówczas dość młodym człowiekiem, uczniem Gočára, a dla Havla postawił cały szereg domów i nie tylko. Nieco szerzej piszą o jego twórczości tutaj. I o tym, że kto wie, czego by jeszcze dokonał, gdyby nie wojna - ponieważ brał udział w ruchu oporu, został przez Niemców aresztowany, uwięziony, a na koniec zamordowany. Doczekał się monografii, którą można ściągnąć i przeczytać z tej to strony (ściągnęłam, ale na razie odszukałam tylko fragment, gdzie mowa jest o willi Pelca, akurat bardzo mało).
Więc, że mało. Autorka tej monografii nie jest nawet pewna, że właścicielem willi był rzeczywiście Pelc. Że najprawdopodobniej, ale nie ma dokumentów na to, a raczej nie ma do nich aktualnie dostępu, co jest skutkiem powodzi z 2002 roku.
W każdym razie willę wybudowano w latach 1934-1935. Jest to dom rodzinny parterowy z mieszkalnym poddaszem. Stromy dach tworzy cztery wielkie lukarny na wszystkie strony świata. Architekt zastosował charakterystyczny mur pruski, a nie zapomniał o detalach jak ozdobne kraty i okiennice na niektórych oknach. Ogólnie budynek stwarza romantyczne wrażenie wiejskiej siedziby.
No i dochodzimy do clou czyli rzeźb. Przy wejściu ustawiono posąg Ewy, kórej autorem był rzeźbiarz Josef Pekárek, wykonał on kopię rzeźby Wełtawy, znajdującej się na wyspie Dětský ostrov.
Dalej jest posąg nagiego mężczyzny, a w ogrodzie są jeszcze inne rzeźby. Na jednym ze zdjęć wyżej wypatrzyłam nad furtką kawałek lwa :)
Na stronie Prázdné domy willa prof. Pelca doczekała się swego rekordu, bowiem jest niezamieszkana. Co nie oznacza, że bez właściciela. Willę około 2000 roku kupił obywatel niemiecki, podpisując w umowie zobowiązanie, że owe rzeźby w ogrodzie pozostaną nienaruszone. Od kogo kupił, nie wiadomo. Jedyna wzmianka o kolejnym po Pelcu właścicielu dotyczy... Josefa Goebbelsa, który miał tu mieć swą siedzibę!
Natomiast co się działo po wojnie - cisza.
Ale znalazłam opowieść sąsiada przez płot, o tym, jak to pewnego dnia zobaczył wysiadające z taksówki przed bramą willi trzy bardzo eleganckie starsze damy z kuframi. Wraz z żoną chciał się z nimi przywitać, ucieszony, że wreszcie ktoś w niszczejącej willi zamieszka i będzie się o nią starał. Jednakże starsze panie mówiły po niemiecku, zresztą w ogóle nie zdradzały chęci żadnej rozmowy. Podobnie było następnego dnia, gdy wygrzewały się w słońcu w ogrodzie. Komunikację łamaną włoszczyzną udało się nawiązać dopiero trzeciego dnia, gdy damy znalazły się w potrzebie. Otóż miały właśnie odjechać na lotnisko, gdy okazało się, że są zamknięte. Kto chce dowiedzieć się, co się stało i jak się ta historia skończyła, musi zerknąć na stronę o Barrandovie - a jest to dość zabawna historia - Absurdní příběh tří elegantních dam, jenž se odehrál v léta opuštěné vile Filmařská 4.
Za to zdradzę z tej opowieści jeszcze jedno - otóż jedna z dam była krewną właściciela willi. Tenże, bardzo bogaty człowiek, mieszka w Południowej Ameryce. Willę w Pradze dawno temu kupił, ale swoje interesy w Czechach zakończył. Willi nie wynajmuje, bo mu za te drobne się nie opłaca z tym użerać. Gdy się ciotka wybierała do Pragi, zaproponował jej, by tam zajrzała, więc damy postanowiły oszczędzić na hotelu...
I jeszcze jedno - mój ulubieniec Zdeněk Lukeš też skrobnął artykuł o architekcie, tak że proszbardzo!
Ale ale.
Ja tu, że pojechałam bez przygotowania... no, niby tak, ale częściowo. Bo ja bardzo lubię przez dziewięć miesięcy szykować sobie zeszycik na Pragę, gdzie wpisuję, wklejam etc. I proszę, tutaj sobie wkleiłam powiększone ksero mapy z Barrandovem, żeby nie musieć na miejscu z jakąś mapą się tarabanić, rozkładać, składać, szukać tych drobnych literek.
Ci, co moje zeszyty oglądali, niby się zachwycają ("gdybym ja była taka porządna i systematyczna, to bym nie szukała już od dwóch tygodni notatek"), ale podejrzewam, że po cichutku myślą sobie co za wariatka szurnięta. Ja się jednak nie przejmuję i na maj 2020 już też mam założony. Mam też wypraktykowane, że zeszyt 32-kartkowy jest trochę za cienki, a z kolei 60-kartkowy za gruby - w końcu noszę go zawsze ze sobą podczas wyjazdu. Na dziale papierniczym pewnej księgarni (nie powiem gdzie, żeby mi nikt nie wykupił) odkryłam zeszyty dziwne, bo 40-kartkowe (Pigna). Tylko już ich tam niewiele zostało, powinnam wziąć na zapas. Jedyne, co mnie wstrzymuje, to że liczę jednak na nową dostawę w innych okładkach, bo nie chciałabym mieć wszystkich takich samych. No nic, na 2020 już mam, i na maj i na sierpień, a co będzie dalej, zobaczymy :)
Zdjęcia z 11 sierpnia 2019 roku
Stará rychta czyli siedziba wójta
Wracałam pod wieczór do domu (znaczy hotelu), a jako że skróciłam sobie drogę przechodząc przez pałac Platýz, nagle znalazłam się na ulicy o pięknej nazwie Rytířská. Bo może napomknę, że dosłownie dzień przed wyjazdem odkryłam w książce przywiezionej w maju rozdział poświęcony przechodnim domom na Starym Mieście. Leciałam w ostatniej chwili skserować sobie strony do zabrania i na miejscu starałam się te przechody zlokalizować. O czym będzie w przyszłości. Tutaj przechod czyli po prostu průchod wyprowadził mnie na Uhelný trh, gdzie zaczyna się Rytířská.
Zresztą proszę - oto mapki. Zaznaczyłam miejsce na czerwono. Rzut beretem od stacji metra Můstek.
Ulica Rytířská ma się czym pochwalić, bo stoi tam piękny budynek staromiejskiej hali targowej (Staroměstská tržnice), ale o tym kiedy indziej. Dziś koncentruję się na małym drobiażdżku, który mnie dość rozbawił (a były to tabliczki umocowane na schodach). Mianowicie mijałam dom pod numerem 12, gdy zauważyłam otwartą bramę na podwórze. No to lu do środka!
A środek ładniutki - byłby - gdyby tak nie przyśmierdywało, albowiem na podwórze wychodziły okna kuchni - mieści się tam włoska restauracja Il Gusto i te zapachy smażeniny dawały się we znaki :)
Ale proszę oto, jakie cacaniutkie krużganki.
Moją uwagę jednakże przykuły wspomniane schody. Były zagrodzone zamkniętą o tej porze kratą, dzięki czemu straciłam jedyną okazję zrzucenia nieco kalorii :)
Okazało się, że w budynku ma siedzibę Hygienická stanice hlavního města Prahy i to ona tak dba o świadomość zdrowotną.
Stacja ma oczywiście stronę internetową, a na tej stronie podpięte są zdjęcia ilustrujące historię miejsca. Historia jest bardzo zajmująca, bo oto okazuje się, po pierwsze, że budynek ten zowie się Stará rychta. Ha ha, uśmiałam się, a potem dopiero zajrzałam do słownika i dowiedziałam się, że rychta to po prostu sołectwo, a rychtář to wójt/sołtys. Więc miejsce bardzo istotne dla miasta, tutaj urzędował wójt królewski, w gruncie rzeczy najwyższy urzędnik miejski.
Budynek pochodzi z 1232 roku! Zachowały się romańskie piwnice, a w podwórzu częściowo renesansowe arkady. Portal został przebudowany w stylu klasycystycznym.
Co jeszcze ciekawsze, to tu właśnie został zamęczony św. Jan Nepomucen, no bo w tutejszych piwnicach znajdowało się więzienie miejskie. Wiadomo, że nieodłączną częścią średniowiecznych kazamatów była sala tortur.
Po bitwie na Białej Górze (post o tym tutaj) budynek skonfiskowano dla miasta (wcześniej znalazł się w prywatnych rękach), a ono wynajmowało go towarzystwom teatralnym. Pod koniec XVIII wieku Ignác Jan Pilliardi przebudował go w stylu klasycystycznym na dom mieszkalny.
W latach 50-tych XX wieku dokonano tutaj niebywałego odkrycia - znaleziono resztki bramy miejskiej, tzw. Svatohavelská brána (Havelská, Nová) czyli części miejskich obwarowań. Cytuję:
Svatohavelská brána (Havelská, Nová) se nacházela na dnešním Můstku. Po sloučení Starého a Nového Města byla část příkopu s mostem, vedoucím k této bráně, zasypána. Zbytky kamenného mostu z 15. století, které k ní vedly je možné dodnes vidět ve vestibulu pražského metra ve stanici Můstek.
Podle průzkumu je Svatohavelská brána dochována v zadním traktu domu čp. 404/12 zvaného Stará rychta v Rytířské ulici pod renesanční a klasicistní přestavbou. Podle archeologů stála ve střední části domu na prostoře 8,75 x 16,5 metru. Po obou stranách měla hranolové věže.
Stará rychta vznikla okolo roku 1232 a byla sídlem rychtáře nově založeného Havelského města. Byla tedy jistým způsobem vládní budovou. V budově se úřadovalo, probíhaly tu soudy, byl zde také čilý kupecký ruch, bylo tu pohostinství, dokonce se zde pořádaly i šermířské turnaje. Hostovali tu kejklíři a komedianti, předváděla se zde divadelní představení.
V domě je ukryt prostor s opukovými žebry dvou křížových gotických kleneb, pokládaný starším bádáním za průjezd brány. Celé těleso brány by tak bylo 26 metrů široké, průjezd sám měl mít šířku 16 metrů. Dvoumetrová hradební zeď tvoří hranici mezi dvěma sousedními domy. Z brány by se tak dochoval nejen průjezd , ale i vrchní patra až k vrcholům gotických štítů, což je výška rovnající se 20 metrům.
Je pravděpodobné, že můstky přes hradní příkop Starého Města pražského mělo všech třináct bran staroměstského opevnění, vybudovaného v 1. polovině 13. století. Název Můstek se zachoval jen u tzv. brány Havelské. V těchto místech se zřejmě chodili nejčastěji z jednoho města do druhého a proto název zůstal zachován. Můstek byl zasypán nejpozději v 1. polovině 16. století.
I o tym wszystkim nie miałam zielonego pojęcia, stojąc w środku. Bo bym obfotografowała dom i z boku. Mnie chodziło tylko o tabliczki na schodach :) Dowiaduję się wszystkiego dziś. Co więc kształci - podróże czy internet dostępny w każdej chwili w domu?
Na koniec każdy schodek się liczy czyli jak przez pół godziny pracy w biurze stracić nieco kalorii :)
Linki różne:
- rychta
- rychtář z odnośnikiem do języka polskiego
- Stará rychta na stronie hrady.cz
- o miejskich bramach praskich
- o budynku w katalogu zabytków
- jakbyśmy tam byli czyli fragment mojego ulubionego programu o Pradze, który nazywa się Z metropole i który ma swój profil na FB, czerpię z niego moc interesujących wiadomości - co i gdzie zobaczyć
Podzieliłam te informacje ze strony stacji higienicznej na trzy mniejsze zdjęcia i wstawiam ku potomności, łącznie z opisem mąk Nepomuka, może da się odczytać :)
Swoją drogą, ciekawe, skąd to pochodzi, skoro mowa o trzecim przystanku... chyba zaraz przystąpię do kolejnego śledztwa :)
Zdjęcia zostały wykonane 10 sierpnia 2019 roku około godz. 20.00.
Zresztą proszę - oto mapki. Zaznaczyłam miejsce na czerwono. Rzut beretem od stacji metra Můstek.
Ulica Rytířská ma się czym pochwalić, bo stoi tam piękny budynek staromiejskiej hali targowej (Staroměstská tržnice), ale o tym kiedy indziej. Dziś koncentruję się na małym drobiażdżku, który mnie dość rozbawił (a były to tabliczki umocowane na schodach). Mianowicie mijałam dom pod numerem 12, gdy zauważyłam otwartą bramę na podwórze. No to lu do środka!
A środek ładniutki - byłby - gdyby tak nie przyśmierdywało, albowiem na podwórze wychodziły okna kuchni - mieści się tam włoska restauracja Il Gusto i te zapachy smażeniny dawały się we znaki :)
Ale proszę oto, jakie cacaniutkie krużganki.
Moją uwagę jednakże przykuły wspomniane schody. Były zagrodzone zamkniętą o tej porze kratą, dzięki czemu straciłam jedyną okazję zrzucenia nieco kalorii :)
Okazało się, że w budynku ma siedzibę Hygienická stanice hlavního města Prahy i to ona tak dba o świadomość zdrowotną.
Stacja ma oczywiście stronę internetową, a na tej stronie podpięte są zdjęcia ilustrujące historię miejsca. Historia jest bardzo zajmująca, bo oto okazuje się, po pierwsze, że budynek ten zowie się Stará rychta. Ha ha, uśmiałam się, a potem dopiero zajrzałam do słownika i dowiedziałam się, że rychta to po prostu sołectwo, a rychtář to wójt/sołtys. Więc miejsce bardzo istotne dla miasta, tutaj urzędował wójt królewski, w gruncie rzeczy najwyższy urzędnik miejski.
Budynek pochodzi z 1232 roku! Zachowały się romańskie piwnice, a w podwórzu częściowo renesansowe arkady. Portal został przebudowany w stylu klasycystycznym.
Co jeszcze ciekawsze, to tu właśnie został zamęczony św. Jan Nepomucen, no bo w tutejszych piwnicach znajdowało się więzienie miejskie. Wiadomo, że nieodłączną częścią średniowiecznych kazamatów była sala tortur.
Po bitwie na Białej Górze (post o tym tutaj) budynek skonfiskowano dla miasta (wcześniej znalazł się w prywatnych rękach), a ono wynajmowało go towarzystwom teatralnym. Pod koniec XVIII wieku Ignác Jan Pilliardi przebudował go w stylu klasycystycznym na dom mieszkalny.
W latach 50-tych XX wieku dokonano tutaj niebywałego odkrycia - znaleziono resztki bramy miejskiej, tzw. Svatohavelská brána (Havelská, Nová) czyli części miejskich obwarowań. Cytuję:
Svatohavelská brána (Havelská, Nová) se nacházela na dnešním Můstku. Po sloučení Starého a Nového Města byla část příkopu s mostem, vedoucím k této bráně, zasypána. Zbytky kamenného mostu z 15. století, které k ní vedly je možné dodnes vidět ve vestibulu pražského metra ve stanici Můstek.
Podle průzkumu je Svatohavelská brána dochována v zadním traktu domu čp. 404/12 zvaného Stará rychta v Rytířské ulici pod renesanční a klasicistní přestavbou. Podle archeologů stála ve střední části domu na prostoře 8,75 x 16,5 metru. Po obou stranách měla hranolové věže.
Stará rychta vznikla okolo roku 1232 a byla sídlem rychtáře nově založeného Havelského města. Byla tedy jistým způsobem vládní budovou. V budově se úřadovalo, probíhaly tu soudy, byl zde také čilý kupecký ruch, bylo tu pohostinství, dokonce se zde pořádaly i šermířské turnaje. Hostovali tu kejklíři a komedianti, předváděla se zde divadelní představení.
V domě je ukryt prostor s opukovými žebry dvou křížových gotických kleneb, pokládaný starším bádáním za průjezd brány. Celé těleso brány by tak bylo 26 metrů široké, průjezd sám měl mít šířku 16 metrů. Dvoumetrová hradební zeď tvoří hranici mezi dvěma sousedními domy. Z brány by se tak dochoval nejen průjezd , ale i vrchní patra až k vrcholům gotických štítů, což je výška rovnající se 20 metrům.
Je pravděpodobné, že můstky přes hradní příkop Starého Města pražského mělo všech třináct bran staroměstského opevnění, vybudovaného v 1. polovině 13. století. Název Můstek se zachoval jen u tzv. brány Havelské. V těchto místech se zřejmě chodili nejčastěji z jednoho města do druhého a proto název zůstal zachován. Můstek byl zasypán nejpozději v 1. polovině 16. století.
I o tym wszystkim nie miałam zielonego pojęcia, stojąc w środku. Bo bym obfotografowała dom i z boku. Mnie chodziło tylko o tabliczki na schodach :) Dowiaduję się wszystkiego dziś. Co więc kształci - podróże czy internet dostępny w każdej chwili w domu?
Na koniec każdy schodek się liczy czyli jak przez pół godziny pracy w biurze stracić nieco kalorii :)
Linki różne:
- rychta
- rychtář z odnośnikiem do języka polskiego
- Stará rychta na stronie hrady.cz
- o miejskich bramach praskich
- o budynku w katalogu zabytków
- jakbyśmy tam byli czyli fragment mojego ulubionego programu o Pradze, który nazywa się Z metropole i który ma swój profil na FB, czerpię z niego moc interesujących wiadomości - co i gdzie zobaczyć
Podzieliłam te informacje ze strony stacji higienicznej na trzy mniejsze zdjęcia i wstawiam ku potomności, łącznie z opisem mąk Nepomuka, może da się odczytać :)
Swoją drogą, ciekawe, skąd to pochodzi, skoro mowa o trzecim przystanku... chyba zaraz przystąpię do kolejnego śledztwa :)
Zdjęcia zostały wykonane 10 sierpnia 2019 roku około godz. 20.00.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Willa Karla Fischera
W maju zeszłego roku miałam zapisaną w zeszycie tę willę, o której czytałam w książce Slavné vily Prahy 6 - Střešovice (str. 216) . I sukc...
-
Najwęższa uliczka w Pradze to ciekawostka, która już weszła do przewodników po mieście. Znajduje się na Małej Stranie, a przypomniałam sobie...
-
Instalacja słowackiego artysty Mateja Kréna znajduje się od 1998 roku we foyer Biblioteki Miejskiej ( Městská knihovna ) na Mariánském námě...





























































