Fałszywy czołg z Muzeum Policji


Jak widać, wszystko zaczęło się w księgarni.
Oglądałam półki z wydawnictwami o Pradze i wpadła mi w ręce dość taka niepozorna książeczka Nevšední a tajemná Praha. Była droga jak cholera (399 koron = 65 zł!), ale poczułam, że muszę ją mieć :)
I zwróciła mi się natychmiast!
Bo już w drodze powrotnej, w tramwaju, przeczytałam o "farbowanym czołgu" i o paternosterach. Wysiadłam z szóstki i odbyłam pielgrzymkę do Muzeum Policji, gdzie ten czołg jest eksponowany, a po obiedzie z kolei ruszyłam do YMCA sprawdzić, jak to działa, ten paternoster.
O paternosterach pewnie bym gdzieś kiedyś jeszcze przeczytała, ale o czołgu chyba nie (przynajmniej poszukiwania w internecie niewiele dały), więc naprawdę opłaciło się ten drogi drobiazg nabyć :)

No to po kolei.
Jak tam trafić?
Pewnie na rozmaite sposoby. Ja wysiadłam z tramwaju na przystanku Štěpánská przy ul. Ječná (w dzielnicy Nowe Miasto - Nové Město) i stamtąd szłam sobie spacerkiem ulicą Ke Karlovu.
































Sama w sobie ulica jest warta grzechu, bo raz, że prowadzi do kościoła św. Karola Wielkiego, a dwa - że terenem szpitalnym (co ja bardzo lubię - oczywiście póki jestem na spacerze, a nie muszę korzystać z usług służby zdrowia).

Po obu stronach ulicy rozciągają się budynki rozmaitych szpitali, nic więc dziwnego, że wśród przechodniów najwięcej ludzi w białych kitlach.

Wrócę tam na osobny spacer, ale wtedy, w sierpniu tego roku, parłam prosto - bowiem Muzeum Policji znajduje się właśnie w zakończeniu ulicy, w dawnym klasztorze Augustianów, obok wspomnianego kościoła.
Kościoła tego nawet nie udało mi się sfotografować, bowiem był akurat pod słońce, za to uwieczniłam wywieszki z godzinami otwarcia, żeby tam kiedyś wrócić. Te godziny, nawiasem mówiąc, to wyłącznie przed mszami czyli w niedzielę przed 9.30 i przed 17.00.
Oto wejście na teren kościelno-klasztorny.

Dla Czechów najważniejsze jest jedzenie, więc zachętą może być informacja, czym się można pożywić w muzealnym ogródku :)

Poniżej, z lewej strony, jest jedyny fragment kościoła, jaki udało mi się ująć...

Po prawej zaś dawne augustiańskie budynki klasztorne. Mnichów sprowadzono do Pragi w XIV wieku, a uczynił to Karol IV, który życzył sobie, by w stolicy urzędowali przedstawiciele wszelkich zakonów.
Od połowy lat 60-tych XX wieku mieści się tu Muzeum Policji (Muzeum Policie České republiky). Oczywiście taką nazwę nosi dopiero od roku 1990, wcześniej to było Muzeum Straży Granicznej i Muzeum Sboru národní bezpečnosti a vojsk ministerstva vnitra czyli Korpusu Bezpieczeństwa i Wojsk Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.


Całego muzeum nie zwiedziłam, interesował mnie wówczas jedynie ten sławetny czołg, więc ograniczyłam się do spaceru po ogrodzie, gdzie wystawiono część eksponatów.
Zwiedzających wita pomnik psa Arco.
Czym się zasłużył policyjny pies Arco, nie wiedziałam, ale tablica obok wszystko mi wyjaśniła:
Zginął biedak na służbie, wraz ze swym panem, Aloisem Tauberem, podczas obławy na młodego mordercę. Obaj zostali przez niego zastrzeleni, a było to jeszcze przed wojną, w 1931 roku.

Ale przejdźmy do bohatera dzisiejszej notki - fałszywego czołgu.

Oto jego historia.
Czołg ten wybudował własnym sumptem w latach 1969-1970 niejaki Vladimír Beneš z miejscowości Hrušky na Morawach. Zamierzał on z żoną i czworgiem dzieci przy jego pomocy przekroczyć granicę z Austrią i zostać wolnym człowiekiem.

Zmajstrował taki pojazd, będąc wykwalifikowanym ślusarzem. Miał wówczas 33 lata, jego brat wcześniej zwiał na Zachód, a gdy Beneš zrozumiał, że legalnie granicy nie przekroczy, postanowił ją po prostu sforsować. Lufa miała pomóc odsunąć drut kolczasty.

No niestety, ucieczka miała dramatyczny przebieg. W nocy 27 kwietnia 1970 roku (tę datę podaje milicyjny dokument, w książce jest inna - 19 kwietnia) rodzina ruszyła w drogę. Czołg zepsuł się jednak jeszcze przed granicą i trzeba go było zostawić pod mostem w okolicy Břeclavia.
Co dalej robić?
Wiadomo było, że gdy policja odkryje czołg, szybko znajdzie jego twórcę.
Beneš wahał się, ale w końcu podjął decyzję, że rodzina wraca do domu, a on spróbuje przekroczyć granicę sam. Żona z dziećmi miały później do niego dołączyć.
Tak się stało, rzeczywiście przedostał sie do Austrii, a stamtąd wyemigrował do USA, do Seattle.
Jednakże usiłowania połączenia się z rodziną trwały aż siedem długich lat i dopiero z pomocą Czerwonego Krzyża żona z dziećmi wyjechały do Ameryki.

Zanim jednak do tego doszło, żona najadła się strachu. Otóż na drucie kolczastym na granicy Beneš urwał sobie kawałek rękawa. Z tym rękawem tajniacy przyszli do domu i wmówili kobiecie, że jej mąż zginął na drutach pod prądem. Dopiero po tygodniu przyszedł od niego list z Austrii i mogła się uspokoić.
Czołg wystawiono przez kilka dni na rynku w Břeclaviu, a potem przewieziono do Pragi. Tam rozpowszechniano - dla przestrachu - informację, że czołg gdzieś na łąkach zatonął, a jego właściciel zginął na granicy. Przecież żelazna kurtyna miała być niepokonana.

Krótką historię po angielsku można znaleźć na stronie Drogi do wolności.

Dodam jeszcze, że do konstrukcji czołgu Beneš użył ramy (podwozie?) Wartburga 311, części pojazdów Aero 30 i Tatra 54 i dwa silniki.

Tyle o czołgu :)
Przespacerowałam się jeszcze między innymi eksponatami w ogrodzie.

Jednak, jako że nie jestem wybitną miłośniczką motoryzacji i techniki, bardziej mnie interesowało to, co za ogrodzeniem :)
To budynek Wydziału Matematyczno-Fizycznego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dom U Rotta czyli Rottův dům na Małym Rynku

  W ostatni dzień roku wybiegam już myślą do roku następnego, z nadzieją, że tym razem nic się już nie pokićka i odbędę swoje zwyczajowe dwi...