Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Praga 7. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Praga 7. Pokaż wszystkie posty

Kaštánek - niezwykły plac zabaw

Niezwykły, bo jego betonowe wyposażenie zaprojektował w 1961 roku znany rzeźbiarz Olbram Zoubek do spółki ze swą ówczesną żoną Evą Kmentovą. Toteż często plac nazywany jest galerią sztuki pod gołym niebem (galerie výtvarného umění pod širým nebem). Po 50 latach obiekty zostały odnowione przez asystenta Zoubka, Jakuba Greca.

W poprzednich latach uczniowie pobliskich szkół niektóre z tych obiektów przemalowali, ale oryginalnie były one białe i ta barwa została im przywrócona. 

Plac zabaw Kaštánek jest przykładem na to, jak zachować oryginalną twórczość czeskich artystów w przestrzeni publicznej z czasów minionych. Nazwa pochodzi oczywiście od okazałych kasztanowców, dodajmy jeszcze, że plac znajduje się na skraju parku Stromovka.












 


 

 


Jak dojechać?

Tramwajem do przystanku Letenské náměstí , a stamtąd spacerek piękną ulicą Ovenecką. Jakim tramwajem, nie piszę, bo jest teraz prawdziwa rewolucja w komunikacji miejskiej w związku z otwarciem nowego mostu - wiele zmian, jeszcze się w nich nie zorientowałam 😁 Strona dpp.cz w każdym razie podaje aktualnie: 1, 8, 25, 26, 41. 

 

Fotografie z ponurego deszczowego dnia 16 maja 2025 roku

Z moich czeskich lektur - Holešovice-Bubny v objetí Vltavy

 

Wreszcie przeczytałam kolejne albumowe wydawnictwo z serii wydanej przez Muzeum Miasta Pragi. Nie ma to jak nakupić i nie mieć czasu na czytanie 😂 Mam ich siedem i chyba żadnej mi nie brakuje?

Holešovice leżą w dzielnicy 7, ale mała część na południowym zachodzie należy do dzielnicy 1. Pomieszanie z poplątaniem 😀

Seria była wydawana jako katalogi towarzyszące wystawom. Piszę była, ale może nie jest to jeszcze sprawa zamknięta, może będą kolejne wystawy i kolejne katalogi? W końcu dzielnic w Pradze nie brakuje...

Albumy są bardzo porządnie wydane, w twardych okładkach i z obwolutą, zawierają wkładki z reprodukcjami starych map i streszczeniem w języku angielskim. Opowiadają historię danej dzielnicy poprzez stare fotografie, niektórych obiektów już nie ma, inne miejsca zmieniły się nie do poznania.

Więcej napisałam tutaj.






A na wirtualny spacer po Holešovicach można się wybrać tutaj.

 


Na wygnaniu za Wełtawą wśród wioślarzy :)


Naszło mnie na wspominki.
Pisałam kiedyś o mieszkaniu u dominikanów. Dziś kolej na dość nietypowe miejsce.
Był 1 października 2016 roku, sobota. Właśnie przyjechałam po raz drugi do Pragi - wcześniej byłam w maju, zdążyłam się zakochać i stwierdzić, że nie wytrzymam do następnego roku. Wyżebrałam w pracy cztery wolne dni i zrobiłam rezerwację na Nuslach, w tym samym miejscu, co poprzednio. Był to taki ni to hotel ni to nie-wiem-co, takie ubytování, kamienica, a w niej pokoje z własnymi łazienkami i kącikiem kuchennym w każdym, co mnie skłoniło do rezerwacji za pierwszym razem, bo chciałam robić sobie śniadania i kolacje na miejscu. Recepcja była w stanie szczątkowym, na parę godzin dziennie przychodził starszy pan, który nie mówił w żadnym obcym języku, za to był bardzo miły i do dziś wspominam, jak mi pomagał szukać na mapie dzielnicy Ořechovka, o której się wtedy dowiedziałam i chciałam tam pojechać. Za czysto nie było, ręczniki wyglądały jakby je wyciągnięto z zasobów (używanych) z lat 60-tych... ale było tanio, dojazd świetny (parę minut od Náměstí Bratří Synků), Nusle pokochałam i myślałam, że będę tam już zawsze się zatrzymywać. Tymczasem zmienił się właściciel i ten nowy zdecydował, że przeznaczy obiekt na długoterminowy wynajem, wobec czego już Ramasunu nie ma w ewidencji Booking.
No ale wtedy, w październiku 2016 jeszcze był. Przyjeżdżam więc, ląduję umęczona po podróży około 14.00 przed kamienicą, zamknięte. Po 10 minutach nadjeżdża starszy pan, gramoli się z auta, a na moje:
- Dobrý den!
zaczyna coś mamrotać, że nie taki dobry. Już wyraziłam współczucie, że pewnie chory, gdy:
- Nie ma pokoju!
To są takie sytuacje, kiedy człowiek najpierw nie wierzy własnym oczom/uszom, potem nie wie, czy się śmiać, czy płakać :)
No, w każdym razie pan wyjaśnił, że Booking mu zrobił cztery rezerwacje na dwa wolne pokoje i szlus. Zaczęło się moje wysiadywanie w korytarzu, a jego wydzwanianie za nimi. Booking oczywiście twierdził, że pan nie ogarnia, a pan, że Booking jest winien. Trwały poszukiwania lokalu zastępczego dla mnie, który nie odbiegałby znacznie ceną.
Trwało to wszystko chyba 3 godziny, ja siedziałam twardo, aż wreszcie zadzwonili, że mają dla mnie pokój gdzieś na końcu świata, że rozmawiali i jest uzgodnione, mam jechać, podali adres.
Uff, odetchnęłam, bo już rozważałam perspektywę noclegu pod mostem (czy aby Karola?).

Ruszyłam w kolejną podróż. Nie było to proste, bo gdy wysiadłam z siedemnastki na przystanku Trojská, okazało się, że nikt nie umie mi wskazać drogi. A już się prawie ściemniało! Nic dziwnego, to nie był hotel, źle pytałam. W końcu się udało odnaleźć... co?
Vodácký areál!
To był ośrodek sportów wodnych z częścią hotelową!
Odnalazłam właściwego młodzieńca zarządzającego, szczęśliwa, że już jestem na miejscu i wreszcie się napiję herbaty... gdy ten zdziwiony powiedział:
- Ale nikt do mnie nie dzwonił.
No, tu już naprawdę myślałam, że zemdleję.
Jednak był wolny pokój :)
A nawet zapłaciłam mniej niż w Ramasunie.
Tyle że byłam faktycznie na końcu świata.
To teraz po kolei.
Miejsce nazywa się Areál vodních sportů Praha Troja - Loděnice Univerzity Karlovy v Praze. Położone "za drugą Wełtawą".
Adres: ul. Vodácká 8, Praha 7.
Mapki:
Tam u góry po prawej jest widoczny przystanek tramwajowy/autobusowy. Nie jest to daleko, ale droga prowadzi wśród jakichś wertepów i przyznam, że powroty po ciemku były... takie sobie.

W ogóle nie wspominam tego wyjazdu najlepiej, bo nie dość, że krótki dzień (cóż, sama chciałam jechać w październiku, nigdy więcej) to jeszcze ciągle padało. Nie użyłam sobie :)
W dodatku miałam wszystko przygotowane w odniesieniu do Nusli, a tu wypadło wyruszać i wracać w nieznane rejony.

Tu trzeba wyjaśnić, że nie mam (i nie planuję mieć) komórki/smartfona, więc nie mogę sobie poszukać tak ad hoc adresu, będąc na mieście. Do wyjazdów się przygotowuję kserując sobie w powiększeniu (starość nie radość) mapy w tych fragmentach, które planuję odwiedzić. Północ Pragi w ogóle nie leżała w moich zainteresowaniach na tamten pobyt. Ba! Nawet nie obeszłam okolicy, nie zorientowałam się, że w pobliżu jest coś ciekawego, co nazywa się Koń trojański (do tej pory nie widziałam). Cóż, rano się wybywało do miasta, dzień szybko się kończył i jakoś nie starczyło czasu i pogody na spacer wzdłuż rzeki.

No, ale gdyby ktoś chciał zamieszkać nad wodą, z możliwością uprawiania sportów, zaparkowania auta, z dala od zgiełku miasta - to proszę bardzo. A jeszcze blisko ZOO (dla rodziny z dziećmi jak znalazł) i ogród botaniczny!
Tutaj jest strona z cennikiem. Wygląda na to, że poszło w górę nieco od tamtej pory - 550 koron za noc. Można też skorzystać z części hostelowej ze wspólnymi łazienkami, wtedy tylko 250 koron.
Odszukałam, ile zapłaciłam wtedy: 2150 koron za 5 nocy czyli po 430 koron za noc, no - dziś za te pieniądze nic się nie znajdzie :)

Jak to wygląda?
Można się tam dostać komunikacją miejską na dwa sposoby. Pierwszy to tramwaj nr 17.
Drugi sposób to dojazd na przykład metrem do stacji Nádraží Holešovice (linia C), a stamtąd odjeżdżają autobusy do ZOO właśnie, nr 112. Co kilka minut!
To jest jeden przystanek.



To jest droga na przystanek.

Potem odkryłam skrót, a przy tym dowiedziałam się, że tak też może wyglądać "leżący policjant":

A tu już zza zakrętu wygląda nasz budynek:
To sala gimnastyczna, a z zewnątrz ścianka wspinaczkowa. Okna na górze należą chyba do części hostelowej.
Ten ukośny dach to jest część hotelowa na górze, tam właśnie mieszkałam, z widokiem na Wełtawę.
Na dole jest restauracja i pomieszczenia ośrodka sportowego.

Pokój jest skromny, stosownie do ceny :)
Przed wejściem do pokoju jest sporych rozmiarów hall z kanapami i fotelami.
Gość dostaje klucz zarówno do pokoju, jak i do drzwi zewnętrznych.
Oto widok z mojego okna pierwszego poranka. Prawie prawie człowiek by myślał, że koniec złego i zaczyna się wspaniały praski pobyt... ale słońce wyszło tylko na chwilę, narobić apetytu :)
Tam za wodą jest park Stromovka.

No ale czas najwyższy na śniadanko. Tu jest haczyk. Mianowicie jest kuchnia do dyspozycji gości, ale nie w tej części hotelowej, ale sportowej. Trzeba wyjść na zewnątrz i wejść do budynku obok. Następnie przejść między kajakami, obuwiem, schnącymi kombinezonami etc. :)
Kuchnia jest w pełni wyposażona i nieraz tam spotykałam rosyjską rodzinkę sportowców z małym dzieckiem, gotującą obiad czy kolację.
Ale jest feler - pan mnie uprzedził, że ten budynek jest zamykany między 18.00 a 19.00. No, przynajmniej w październiku, w sezonie pewnie o wiele później. Jestem uzależniona od herbaty (a czajnik podróżny kupiłam sobie dopiero na następny wyjazd, nauczona tym przykrym doświadczeniem; w Ramasunie był na stanie), więc musiałam pilnować godziny powrotu, żeby jeszcze zdążyć zjeść kolację i zabrać dodatkowy kubek herbaty na górę. Nieraz osłaniając go ręką przed deszczem :)

Podsumowując: miejsce może być dobre, gdy szuka się spokoju i pewnego oddalenia od centrum. Podstawa - zabrać ze sobą czajnik :) Z drugiej strony, w sezonie, przy dobrej pogodzie, może tam być niezły harmider.
Minusy: ten kawałek drogi od przystanku (dobre 10 minut), trzeba też nosić z miasta zakupy (przed kuchnią jest jedynie automat z napitkami). Tramwaj jeździ co 15 minut, więc też nie za często. Czy bym tam kiedyś wróciła? Tylko w wypadku, gdybym chciała skupić się na zwiedzaniu północnej Pragi, żeby mieć bliżej.

No to na koniec tych wspomnień wyjdźmy jeszcze raz przed budynek i spójrzmy przed siebie. Z jednej strony Trojski most:
Z drugiej młodzieniaszkowie udający się na trening:
A przed nami śmiałek niezważający na špatné počasí :)


Zajrzałam jeszcze z ciekawości do książki traktującej o sławnych budowlach w tej dzielnicy:
I ku swemu zdziwieniu znalazłam w niej opis tego miejsca!
Dowiedziałam się, że jest to jedno z najbardziej znanych praskich miejsc dla uprawiania sportu i rekreacji, że w kanale wodnym (z trybunami) odbywają się międzynarodowe konkursy, że najpierw powstał tu budynek w 1988 roku, ale tylko częściowo, nie cały projekt został zrealizowany, a gdy w 2002 roku przyszła powódź i wyrządziła wielkie straty, zdecydowano o nowej budowie, z dodatkiem sali gimnastycznej i części hotelowej. Tam, gdzie jest skład łodzi, znajdują się również warsztaty naprawcze, sauna, szatnie i biura.

Fotografie z dni 2-5 października 2016 roku

Willa Karla Fischera

W maju zeszłego roku miałam zapisaną w zeszycie tę willę, o której czytałam w książce  Slavné vily Prahy 6 - Střešovice (str. 216) . I sukc...